sobota, 11 lipca 2015

ROZDZIAŁ 3

Gdy Severus wszedł do budynku banku Gringotta czuł się wyjątkowo niewygodnie. Miał na sobie stare i zniszczone mugolskie ciuchy. W myślach przeklinał swoją głupotę, mógł zabrać ze sobą szaty Hogwarckie, nawet one byłyby lepsze lepsze niż to co miał teraz na sobie. Mógł jedynie cieszyć się z tego, iż o tak wczesnej porze nie było w Banku zbyt wielu klientów. Przy okienkach zauważył jedynie dwójkę osób, podstarzałego czarodzieja i młodą Czarownice. Specjalnie wybrał stanowisko położone jak najdalej od innych i zwrócił się do znudzonego goblina.
- Dzień dobry, nazywam się Severus Tobias Snape
- Dzień dobry – odpowiedział suchym tonem goblin.
Stworzenie patrzyło się na niego raczej wyzutym z zainteresowania wzrokiem. Prawdopodobnie wziął go za czarodzieja mugolskiego pochodzenia który przyszedł wymienić mugolskie pieniądze na galeony. Severus nie potrafił mu się dziwić, nie wyglądał na bogatego klienta pochodzącego z bogatego rodu.
- Chciałbym poprosić o rozmowę z Goblinem Ratrinem.
Goblin w okienku od razu spojrzał na niego z większym zainteresowaniem.
- Cel wizyty? - zapytał i Severus mógłby przysiąść, że Goblin unosi brwi, mimo iż w ogóle ich nie posiadał.
- Test dziedziczenia – odpowiedział pewnym tonem Snape.
- Proszę poczekać w pokoju 605 – powiedział goblin nie odrywając od niego wzroku i zdaniem ślizgona wyglądał tak jakby intensywnie o czymś myślał.
Severus nie był zaskoczony taką reakcją, ze swojego poprzedniego życia pamiętał, że Ratrin był jak na swoją rasę stosunkowo młodym, ale szybko zdobywającym wpływy i klientów. Wśród talii swoich kart goblin miał kilka wpływowych czysto-krwistych rodzin i gdy tylko Severus wyjawił cel swojej wizyty zasugerował, że jest jakimś zaginionym krewnym jednego w wysokich rodów. Teraz goblin przy okienku najprawdopodobniej zastanawiał się kim do diabła jest i w jaki sposób może tą wiedzę wykorzystać. Konkurencja między goblinami była bardzo zawzięta.
- Bardzo dziękuje i życzę miłego dnia - powiedział kulturalnie na pożegnanie patrząc jak na twarzy stworzenia pojawia się zdziwienie.
Uprzejmość wobec magicznych stworzeń była raczej rzadko spotykana. Czarodzieje żyli w głębokim przekonaniu i stoją ponad innymi członkami magicznej społeczności. Dodatkowo rola jaką pełniły gobliny sprawiała że Czarodzieje mieli wrażenie ich usługi się im należą, co niesamowicie denerwowało te dumne stworzenia. Było naprawdę niewiele rodów które okazywały goblina należyty szacunek, ale w zamian stworzenia te zawsze odwdzięczały się tym samym.
Po odejściu od okienka od razu podszedł do niego młody czarodziej.
- Który pokój? - zapytał znudzony mężczyzna
- 605 – odpowiedział obojętnie Severus.
- Proszę za mną – powiedział i skierował swoje kroki wzdłuż korytarza którym Severus już kilkakrotnie miał okazje spacerować, choć dopiero po raz pierwszy miał okazje być po nim prowadzony przez człowieka. Gobliny zazwyczaj nie zatrudniały ludzi i Severus miał wrażenie, że ten tutaj tez nie popracuje zbyt długo. Chłopak patrzył na niego bez żadnego zaangażowania, a na to nie mógł sobie pozwolić jeśli chce zatrzymać prace będą. Gdy dotarli do odpowiedniego pokoju chłopak nie pofatygował się nawet by otworzyć przed nim drzwi.
Oj... naprawdę chciał stracić prace. Otwarcie drzwi przed klientem było obowiązkiem każdego przewodnika i nawet gobliny go wypełniały. Severus był ciekaw jak zachowywał by się młodzieniec gdyby miał na sobie szykowne szaty. Cóż... Może jeszcze będzie mia okazje się o tym przekonać.
Gdy znalazł się już sam w pokoju 605 i czekał na goblina zajmującego się finansami rodziny Prince, wrócił wspomnieniami do ich pierwszego spotkania. Goblin Ratrin go nie lubił. W poprzednim życiu Severus uważał się za zbyt dumnego by korzystać z bogactwa rodziny Prince którzy wyrzekli się jego matki i dlatego tez nigdy nie dbał o finanse i posiadłości które odziedziczył. W banku bywał tylko wtedy gdy musiał i unikał rozmów o jakichkolwiek inwestycjach. Co tu dużo mówić... Był bardzo kiepską głową rodu, dlatego tez nigdy nie zaskarbił sobie sympatii bankiera, który do swoich obowiązków podchodził bardzo poważnie. Teraz jednak miał nadzieje iż sprawy potoczą się inaczej. Nie było sensu wyrzekać się bogactwa które mu przypada jeśli i tak zamierzał z niego skorzystać. Można było powiedzieć o nim wiele niezbyt przyjemnych określeń i chyba tylko sam Potter potrafiłby je wszystkie zliczyć, ale hipokrytą nie był. Skoro planował korzystać z przywilejów, to musiał się też wsiąść za obowiązki które otrzyma wraz z tytułem.
Drzwi otworzyły się szeroko i do pokoju wszedł bardzo dostojnie (jak na goblina) wyglądający bankier. Severus wstał z miejsca aby przywitać się ze stworzeniem:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry panie Snape. Jestem rad iż nas pan odwiedził choć przyznam iż spodziewałem się Pana o dwa lata wcześniej – powiedział goblin siadając naprzeciw Severusa na biurkiem.
- Proszę mi wybaczyć za opóźnienie, ale o swoim dziedziczeniu dowiedziałem się dopiero niedawno. Matka ukryła przede mną list który otrzymałem na 13 urodziny i dopiero po jej śmierci trafił on w moje ręce – powiedział Severus powtarzając kłamstwo które ułożył sobie w myślach już wcześniej.
- Rozumiem... - powiedział Goblin – W takim wypadku czy możemy przejść do testu dziedziczenia? Im szybciej to zrobimy tym lepiej.
- Oczywiście.
- Aby potwierdzić pańską tożsamość będę potrzebował pańskiej krwi – powiedział goblin wyciągając spod lady pergamin – Czy wyraża pan zgodę na jej użycie? - zapytał.
Severus skinął jedynie głową i wyciągnął dłoń nad pergaminem. Goblin maleńkim sztyletem skaleczył jego wskazujący palec i upuścił na zwój dokładnie siedem kropli krwi. Gdy skończył położył swoje grube i krótkie palce na ranie i mamrocząc jakieś słowa zasklepił skaleczenie. Severus tak jak za pierwszym razem był naprawdę pod wrażeniem magii którą prezentowały Gobliny. Wielu czarodziei nie doceniały tych stworzeń gdyż nie posiadały one różdżki, co jego zdaniem było śmieszne. Właśnie fakt iż nie muszą jej używać aby czarować czyniło z nich naprawdę potężne stworzenia. Ślizgon naprawdę niekiedy nie rozumiał logiki innych ludzi.
Gdy goblin uporał się już z jego palcem, skupił swoja uwagę na pergaminie na którym zaczęły pojawiać krwisto czerwone litery. Severus wiedział już co będą one zawierać, więc gdy miał już dokument przed sobą udało mu się uniknąć wyszeptania pod nosem po raz kolejny „na Merlina”. Mimo to nie mógł się powstrzymać przed dokładnym przejrzeniem informacji które miał przed sobą.
Imię i nazwisko: Severus Tobias Snape
Rodzice
Ojciec: Tobias Severus Snape (żywy)
Matka: Elieen Prince Snape (martwa)
Rodzice chrzestni:
Ojciec Chrzestny: brak
Matka Chrzestna: brak
Taaak... Fakt iż nie miał nawet rodziców chrzestnych naprawdę dobrze obrazuje to jak bardzo matka została odtrącona przez Czarodziejski Świat po poślubieniu mugola. Może gdyby była w innym domu niż Slytherin sytuacja byłaby inna, ale Ślizgoni ją odtrącili.
Dziedzictwo:
Prince
Majątek Dziedziczony przez linię Prince:
Skarbiec nr 10 poziom A z kwotą 18 mln galeonów (po przejściu przez dziedzictwo magiczne)
Skarbiec nr 1250 poziom H z kwotą 2 mln galeonów (po zaakceptowaniu jako dziedzica rodu Prince)
Odziedziczone posiadłości:
Dworek w Wielkiej Brytanii (po zaakceptowaniu jako dziedzica rodu Prince)
Domek Letniskowy we Francji (po przejściu przez dziedzictwo magiczne)
Dwór Rodowy Princów w Szwajcarii (po przejściu przez dziedzictwo magiczne)
Przywileje:
Prawo do ubiegania się o miejsce w Wizengamocie.
Prawo do zwołania zgromadzenia Wizengamotu w celu podjęcia głosowania o powołania kolejnego członka lub usunięcia z jego szeregów.
Prawo do ubiegania się o miejsce w Radzie Nadzorczej Hogwartu...

- Czy ma Pan jakieś pytania? - z rozmyślań wyrwał go Goblin.
- Nie, możemy od razu przejść do rytuału.
- Czy wie pan na czym on polega?
- Tak. Nie będę jednak wypowiadać tradycyjnej przysięgi, przygotowałem już własną.
Goblin skina na niego z uznaniem. Po chwili odwrócił się od niego na moment i z magicznego sejfu wyjął skrzyneczkę którą Severus po raz drugi powinien zobaczyć dopiero gdy wybierze swojego dziedzica. Już po chwili na jego palcu znajdował się pierścień w kształcie węża który magicznie dostosował swoją wielkość.
- Proszę zaczynać – powiedział Goblin
Ja, Severus Tobias Snape proszę moich przodków o zaakceptowanie mnie jako dziedzica szlachetnego i magicznego rodu Prince – po wypowiedzeniu tych słów pierwsza magiczna wstęga wyleciała z jego różdżki i skomplikowana sieciom oplotła pierścień i jego dłoń.
- Z radością przyjmuję wszystkie przywileje i bogactwa które należą mi się zgodnie z moim tytułem – kolejna wstęga wyleciała z różdżki.
- Obiecuje też wypełniać wszystkie obowiązki które spadną na mnie wraz z zaszczytami najlepiej jak umiem. Tak mi dopomóż ma magio – dokończył pewnym głosem i z fascynacją obserwował jak rytuał kończy się wraz z ostatnią siecią oplatająca jego dłoń.
- To była dobra przysięga – powiedział poważnym tonem bankier i Severus wiedział już że zyskał jego uznanie. Większość czarodziejów wypowiadała tradycje przysięgi swoich przodków i nie kłopotała się własnymi. Severus postanowił jednak to zrobić z bardzo prostego powodu i samolubnego powodu. Jego postanowień dotyczących bycia godną głową rodu nie było zbyt silne, ale układając własną przysięgę sprawił że bez wątpienia będzie się trzymać swojej decyzji.
- Czy są jeszcze jakieś sprawy którymi chciałby się Pan dzisiaj zająć? - zapytał uprzejmie goblin.
- Jest ich wiele, dlatego też z pewnością skorzystam z pańskich rad w wyborze tych które są bardziej istotne, jednak najpierw chciałbym prosić o pomoc w pewnej bardzie osobistej kwestii.
- Jeśli tylko będę w stanie pomóc – powiedział wzrokiem zachęcając go by mówił dalej.
- Jak Pan z pewnością wie moja matka niedawno popeł... zmarła – powiedział siląc się na spokój – Od tego czasu moim jedynym opiekunem jest mój mugolski ojciec. Chciałbym prosić Gringotta o pomoc w uzyskaniu usamodzielnienia.
- Ma pan dopiero 15 lat, będzie pan musiał podać bardzo dobry powód takiej decyzji jeśli chce pan by została ona pozytywnie rozpatrzona przez ministerstwo – powiedział spokojnie Goblin
- Mój ojciec nienawidzi magii – powiedział sucho Severus – Matka ożeniła się z nim ukrywając kim jest i gdy prawda wyszła na jaw wraz z moimi wybuchami przypadkowej maggi stał się dla nas agresywny – wytłumaczył
- Rozumiem. Czy byłby Pan gotów powtórzyć to i podać więcej szczegółów przed pracownikami ministerstwa? - zapytał Ratrin.
-Wolałbym dać do dyspozycji wspomnienia i nie musieć więcej o tym myśleć.
-Czy jest pan gotów to zrobić teraz?- zapytał goblin
Severus w odpowiedzi przyłożył koniec swojej różdżki do głowy i myślami skupił się na najgorszych wspomnieniach o ojcu które tylko posiadał. Nie chciał pozwolić innym by wchodzili do jego głowy, ale jeśli chciał wyprowadzić się legalnie musiał to zrobić. Był tez jeszcze jeden plus usamodzielnienia. Teraz gdy nie będzie mieć opiekunów dostanie pozwolenie na używanie różdżki nawet poza Hogwartem, a to w jego planach był niezbędny element.
Pierwszym wspomnieniem które wybrał była reakcja ojca na to gdy dowiedział się iż matka i on są czarodziejami. Wiedział iż ten widok każdego przekona jakie zdanie miał o ich rodzaju ojciec.
Kolejnym wypomnieniem była scena gdy ojciec pobił go za to, że zjadł jego obiad. Miał wtedy 11 lat i właśnie wrócił po pierwszym roku nauki w Hogwarcie. Oczekując iż ojciec o tej porze dnia będzie w pracy szczerze wierzył że matka przygotowała posiłek dla niego.
Trzecie wspomnienie dotyczyło tego jak na jego oczach ojciec skręcił kark małemu kotku którego Severus w swojej dziecięcej naiwności postanowił przygarnąć. „Nie potrzebuje więcej darmozjadów w moim domu. Przywlecz tu jeszcze jednego, a spotka Cie taki sam las jak jego”. Te słowa utknęły mu w głowie chyba już na zawsze, nigdy też nie miał odwagi zakupić sowy pocztowej.
Ostatnim wspomnieniem była awantura która miała miejsce w tym życiu dokładnie 2 dni temu po powrocie z Hogwartu. Severus nadal miał obolałe barki i plecy po tym jak ojciec postanowił nauczyć go jego miejsca.
Gdy skończył podał flakoniki Goblinowi, który od razu przystąpił do dalszych tłumaczeń:
- Bazując na pańskich wspomnieniach zostanie podjęta decyzja dotycząca wniosku o usamodzielnieniu. Nie musi się pan obawiać iż zawartość tych fiolek trafi do rąk niepowołanych osób. Wszystkie dokumenty również zostaną utajnione i nikt bez pańskiej bezpośredniej zgody nie będzie mieć do nich dostępu.
-Rozumiem. Sam muszę załatwiać wszystkie formalności czy mogę upoważnić do tego Gringotta?
-Mogę to zrobić w pańskim imieniu – powiedział Goblin.
-Proszę mówić do mnie po imieniu i z przyjemnością powierzę tą sprawę w pańskich rękach.
-W takim wypadku również proszę mówić do mnie Ratrin – powiedział goblin z grymasem na twarzy który prawdopodobnie mia być uśmiechem – Będę informować pana na bieżąco w sprawie. Czy jest coś jeszcze co mógłbym zrobić? - zapytał jego bankier.
Severus westchnął wiedząc jak męczący dzień go czeka.


poniedziałek, 6 lipca 2015

ROZDZIAŁ 2


Jadąc w Błędnym Rycerzu, który bez wątpienia jest jednym z najbardziej niebezpiecznych środków podróży w Czarodziejskim Świecie, zastanawiał się nad swoim kolejnym ruchem. Przede wszystkim musiał spotkać się z bankierem Rodu Prince. W jego poprzednim życiu matka zataiła przed nim list z Gringotta iż jako jedyny dziedzic rodu Prince z chwilą ukończenia 13 roku życia uzyska dostęp do 1/10 całego majątku i do jednej wybranej posiadłości. Eileen Snape zniszczyła ten list. Dlaczego? Nigdy się nie dowiedział. Może dlatego iż nie chciała by ojciec dowiedział się o pieniądzach i wszystko zabrał, a może czuła się zazdrosna iż jej odebrano wszystko za urodzenie go, a jemu oddano wszystko? Nie wiedział i prawdopodobnie nigdy się nie dowie. Ta myśl sprawiała że miał ogromne wyrzuty sumienia. Niesamowicie dużo czasu poświęcił na podjęcie decyzji w którym czasie przenieść się do przeszłości i z trudem zrezygnował z ocalenia matki.
Severus do dziś wyraźnie pamiętał jak podczas swojego czwartego roku Dumbledore wezwał go do gabinetu by poinformować go że jego matka nie żyje. Zgodnie ze słowami starca kobieta popełniła samobójstwo wypijając truciznę. Severus jeszcze przez wiele lat zastanawiał się co dokładnie czuł po jej śmierci. Jako dziecko kochał swoją matkę, przez lata broniła go przed ojcem przyjmując na siebie kolejne ciosy. Przez niemalże całe swoje życie miał do niej pretensje i obwiniał ją o wszystko co go spotkało prawdopodobnie nie doceniając tego jak wiele dla niego robiła. Jednak to było jeszcze przed Hogwartem. Wtedy była jeszcze kobietą silną i pełna życia. Jednak w momencie w którym jej syn poszedł do szkoły coś w niej pękło, poddała się. Może uznała że teraz jej dziecko jest już bezpieczne i nie potrzebuje matki, albo po prostu ojciec w końcu ją złamał. Cokolwiek się stało, gdy Severus wrócił do domu po pierwszym roku nauki matki którą kochał już nie było, była za to pusta skorupa. Przez pierwsze dwa lata usiłował nawiązać z nią jakiś kontakt, ale nie udało mu się zmusić jej do dłuższej rozmowy. Po pewnym czasie po prostu się poddał, tak samo jak poddał się teraz nawet nie próbując jej ocalić. Gdyby chciał uratować matkę musiałby cofnąć się w czasie do swojego wczesnego dzieciństwa jeszcze zanim poszedł do Hogwartu, a nie był wystarczająco silny aby to zrobić. Pijacki szał ojca, upokorzenia z reki gryfonów i może ponownie patrzenie na to jak jego matka umiera. Nie... Nie mógł przeżyć tego po raz kolejny.
Był tez inny powód. Gdy ponownie poszedłby do Hogwartu musiałby być sortowany przez Tiare, a wtedy kapelusz dowiedziałaby się o podróży w czasie. Nie chciał by ktokolwiek o tym wiedział, a nawet jeśli Tiara zgodziłaby się zachować jego sekret to mogłaby go wysłać do innego domu. Gdy był sortowany po raz pierwszy tiara była zdanie iż ma w sobie cechy wielu domów, wybrała jednak Slytherin przez wzgląd na jego ambicje pokazania wszystkim iż jest najlepszy. Teraz jednak gdy w dążeniu do tej ambicji popełnił tak wiele błędów znacząco ona przygasła, a nie mógł sobie pozwolić na trafienie do innego domu, nie jeśli nie chciał stracić Narcyzy, Lucjusza i Regulusa. Na myśl o nich zalała go nagła fala mieszanych uczuć.
Nigdy nie chciał chodzić do Pomfrey po bójkach z Potterem i to Narcyza opatrywała jego rany gdy wracał poobijany do pokoju wspólnego. A gdy miała kończyć Hogwart prawie cały swój siódmy rok spędziła ucząc go zaklęć zamiast uczyć się do własnych egzaminów. Zawsze chciała zostać meditczarownicą, a teraz gdzieś w jego poprzednim życiu spodziewa się dziecka.
Lucjusz... Starszy Ślizgon nie był wobec niego przyjazny, ale tez nigdy nie okazywał mu obrzydzenia czy pogardy jak większość w Slytherinie. Dość wcześnie dostrzegł jego liczne talenty i zapewne był zdania iż może go wykorzystać. Nie przeszkadzało mu to... Z sympatią Malfoya jego życie w Slytherinie stało się o wiele prostsze. A mimo to iż przez te wszystkie lata szczerze wierzył iż pomiędzy nimi nie ma przyjaźni, to Malfoy wybrał go na ojca chrzestnego jego dziecka. On, półkrwi zrodzony ze zdrajcy krwi i mugola miał zostać opiekunem Malfoya. W całym jego życiu nie był tak bardzo zaskoczony i doceniony. W czarodziejskim świecie ojców chrzestnych dla dziecka wybiera się bardzo ostrożnie. Ojciec chrzestny dzieli się swoją magią z dzieckiem, im silniejszy czarodziej tym silniejsza magia dziecka. Nie jest to jakaś wielka zależność ale bez wątpienia istnieje. Zdarza się też iż dziecko rozwija zdolności które rodzice nie posiadali, a posiadał za to chrzestny. To że Malfoy poprosił go o bycie opiekunem dziecka znaczyło iż uważał go za naprawdę wielkiego czarodzieja, a jego mugolskie korzenie nie ma dla niego znaczenia. Gdyby stary Abraxas Malfoy wiedział o tym że Malfoyowie połączą się z półkrwi to prawdopodobnie zabiłby Lucjusza w kołysce.
Regulus Black... Severus długo nie dawał mu szansy przez wzgląd na pokrewieństwo z Syriuszem Blackiem. Jednak ostatecznie spędzając czas z Narcyzą w końcu nie miał innego wyjścia jak zaakceptować młodszego ślizgona i poznać go bliżej. Był bystrym i błyskotliwym dzieckiem, miał urok podobny do jego starszego brata, ale nie był nawet w połowie tak samo arogancki jak Gryfon. Na swoim szóstym roku Severus zaczął pomagać mu w eliksirach. Chłopak był okropny i ze zwykłego eliksiru pieprzowego potrafił stworzyć bardzo wybuchową miksturę. Slughorn był tak szczęśliwy że jego klasa przestała być polem minowym że aż wynagrodził go punktami. Regulus był towarzyski, bystry i zabawny, wiele czasu spędzili razem rozmyślając jak może zemścić się na Huncwotach i doskonale się przy tym bawiąc. Ślizgon był idealistą, dołączył do Śmierciorzerców pełen wiary iż postępuję dobrze i szlachetnie walcząc o czarodziejski świat. Nie był typem okrutnika cieszącego się z przemocy. Właściwie to brzydził się nią o wiele bardziej niż sam Severus, ale szczerze wierzył w to iż mugolski świat był dla nich zagrożeniem. Swoją opinie w dużej mierze opierał właśnie na doświadczeniach Severusa. Jego wakacje po czwartym roku gdy matka popełniła samobójstwo były wyjątkowo okrutne. Regulus przyłapał go jak opatrywał i leczył sobie rany zadane przez ojca, i czy tego chciał czy nie, musiał mu wyjaśnić co się stało.
Tak więc Regulus żył w przekonaniu iż mugole są nic nie wartymi zwierzętami i właśnie z taką wiarą dołączył do Śmierciożerców. Snape widział moment w którym chłopak zaczął żałować swojej decyzji. Młodszy Black nigdy nie był stworzony do takiego życia. On sam miał niesamowite szczęście że jego specjalnością były eliksiry i dzięki temu Czarny Pan nigdy nie zmusił go do zabijania. Będąc mordercą nie mógłby dla niego warzyć niektórych naprawdę ciemnych mikstur. Magia rządzi się swoimi prawami i jednym z nich jest to, że jedynie człowiek niewinny może tworzyć prawdziwie mroczne eliksiry. Nie chodzi tu o zwykłe trucizny, je może zrobić każdy z odrobiną talentu, ale choćby o eliksir potrzebny do stworzenie Inferiusów. Jest to pewnego rodzaju ograniczenie dla Czarnoksiężników i właśnie ono ocaliło jego dusze. Gdyby zabił w walce magia uznałaby go za niewinnego, ale mordować nie mógł.
Nigdy nie pozwolił też na to by Dziedzic Salazara poznał pełnie jego możliwości, dzięki czemu uniknął zaangażowania w rajdach. Gdy po raz pierwszy stanął twarzą w twarz z tym potworem dokładnie przegrzebał on jego umysł, wiedział więc wiele jego porażek z rąk gryfonów i przez to Czarny Pan nigdy nie uważał go za sprawnego wojownika. Był za to bardzo istotnym członkiem kręgu jako znawca eliksirów i przyszły Mistrz dlatego też wysyłanie takiego słabeusza na rajdy było zbyt ryzykowne. Uczestniczył co prawda w torturach, ale robił to głównie dzięki swoim miksturą. Osobiście musiał torturować tylko raz, ofiarą był jego własny ojciec. By to jeden z głównych powodów dla których teraz nie chciał go widzieć na oczy. To nie tak, że czuł jakąś przytłaczająco winę z powodu torturowania tego bydlaka, jednak spotkania wolałby uniknąć. Uśmiechnął się na myśli o tym w jaki sposób oszukał wtedy swojego pana. Już jakiś czas służył pod dowództwem Czarnego Pana i nie chciał być przez niego używany bardziej niż już był, dlatego przełknął dwoją dumę. Torturując ojca ograniczył swoja nienawiść poprzez słabą jeszcze barierę Oklumencji, ale to była ona wystarczające by Cruciatus miał mało mocy. Voldemort był w jego głowie, wiedział jak nienawidzi Tobiasa i pragnie jego śmierci, skoro przy tak silnych uczuciach dopiero za trzecim razem zdołał rzucić porządne zaklęcie to musiał być naprawdę kiepskim czarodziejem. Kilku jego kolegów Śmierciorzerców było więcej niż zaskoczonych takimi kiepskim pokazem umiejętności, większość jednak nawet nie próbowała się zastawiać dlaczego nagle stał się tak słaby. Ci którzy nim gardzili po prostu tryumfowali z jego porażki. Jedynymi którzy mogli mieć jakieś podejrzenia byli Lucjusz, Regulus i może Evan Rosier, ale żaden z nich nie zgłosił swoich podejrzeń Mistrzowi.
Tak... Jego podstęp i Mistrzowskie umiejętności w warzeniu eliksirów naprawdę ocaliły jego dusze. Regulus nie miał tego szczęścia. Bardzo szybko w oczach młodego ślizgona można było dostrzec coraz więcej wątpliwości i rezygnacji, ale jakoś się trzymał. Wszystko jednak zmieniło się tamtego dnia... Czarny Pan na jednym ze spotkań zażądał aby jeden z jego sług oddał mu na usługi skrzata, Bellatrix zasugerowała skrzata Blacków. Regulus spełnił rozkaz Pana, a następnej nocy w jego kominku pojawiła się głowa śmiertelnie bladego chłopaka..
- Severus... Ja... Potrzebuję twojej pomocy, proszę... Stworek, on...
Snape szybko podbiegł do kominka i użył go aby znaleźć się Grimmund Place 12. Black zaprowadził do do jego sypialni gdzie w łóżku leżał bełkoczący i błagający o coś skrzat.
- Co się stało?
- Nie wiem... Mówił że kazał mu coś wypić.
Snape podbiegł do skrzata. Wiedział jak ten stwór był dla Regulusa ważny, został przez niego wychowany. Był młodszym synem, więc w pewnym sensie niepotrzebnym skoro to nie on miał zostać dziedzicem. Dlatego też nikt gdy był małym dzieckiem się nim nie zajmował oprócz tego jednego skrzata. Po bliższych oględzinach stanu Stworka, Severus zauważył na szacie kilka kropli substancji i od razu rozpoznał miksturę. Sam ją ważył jakiś czas temu, była to jedna z mikstur do których potrzeba było czystych rąk. Pewnego dnia Czarny Pan wezwał go do siebie na osobności co było wyjątkową rzadkością, wręczył mu do ręki tajemniczą formułę i spytał czy jest w stanie uwarzyć eliksir. Zapewnił Pana że jest i dostał składniki. Severus sam nigdy nie widział takiej inkarnacji, po składnikach dość łatwo rozpoznał iż była to wyjątkowo okrutna trucizna. Zabijała ofiarę bardzo długo, miała też właściwości halucynogenne. Chodziły legendy iż jeden ze składników miał właściwości podobne do Dementora i wywoływał najgorsze wspomnienia. Severus nie wiedział po co Czarnemu Panu ten eliksir, ale już od dawna tworzył antidotum do każdej trucizny którą uwarzył na jego rozkaz. Dlatego też od razu wrócił do swojego mieszkania po odpowiednia fiolkę i podał ją Stworkowi. W pewnym monecie skrzat zaczął oddychać spokojnie i zasnął. Snape próbował dowiedzieć się więcej od Regulusa ale wszystko wskazywało na to iż Black rzeczywiście nic nie wiedział o jego stanie, poza tym iż był z Czarnym Panem.
Gdy następnego dnia zostali wezwani, Voldemort z uśmiechem na ustach zapytał Regulusa o skrzata, a Black skłamał mówiąc iż nie żyje. Czarny Pan wydawał się być wyjątkowo zadowolony z odpowiedzi i przeszedł od spraw, podczas gdy Regulus patrzył na swego Mistrza z błyskiem determinacji w oczach.
Snape od początku czuł że coś jest nie tak, Ślizgon już dawno nie miał takiego wzroku i bez wątpienia planował coś bardzo głupiego. Gdy Voldemort ich odprawił próbował z nim porozmawiać, ale chłopak zdołał mu umknąć, a na kolejnym spotkaniu już go nie było. Severus dyskretnie wypytał o niego Narcyzy, ale ta zdawała się nic nie wiedzieć. Cholera, zapytał nawet szalonej Belli, przez co o mało
nie oberwał Cruciatusem.
Na sowy Ślizgon nie odpowiadał, kominek do rezydencji Blacków był zablokowany, a Severus się martwił. Następne spotkanie pojawiło się wyjątkowo niespodziewane a wezwani zostali na niego wszyscy. To był pierwszy raz gdy pojawili się tak licznie, Czarny Pan zazwyczaj był ostrożny i wzywał tylko tych których akurat potrzebował, w ten sposób nie znali w swoich tożsamości i w przypadku pojmania mogli powiedzieć mniej. Nie trzeba było być geniuszem aby wiedzieć że Czarnoksięznik był wściekły. Spotkanie zaczął Cruciatusami na tych którzy się spóźnili. Nie obchodziło go to iż byli na spotkaniach z których nie mogli wyjść wcześniej lub w miejscu z którego niemożna się teleportować. Gdy już skończył karać zaczął przemawiać:
- Moi drodzy wierni towarzysze – zaczął czym zapewne u niejednego z nich wywołałby atak śmiechu gdyby nie to, że za bardzo się bali. Towarzysze w końcu odnosi się do kogoś kto jest mi równy, a oni bez wątpienia nie byli traktowani jak towarzysze – zdradzono nas- syknął groźnie.
-Jedne z tych którego traktowaliśmy jak równego sobie, zdradził nas.
Severusa przeszedł dreszcz. Tylko jedna osoba była na tyle głupia, lub jak kto woli odważna, by zdradzić Czarnego Pana. Ze strachem zerknął na Malfoya który stał tuż bok niego, ale za białą maską nie był w stanie dostrzec żadnej reakcji.
- Zdrajcą był Regulus Black!
- Niemożliwe! - krzyknęła Belatrix.
- Crucio! - wrzasnął w odpowiedzi Czarny Pan – Czy oskarżasz mnie o kłamstwo? - zapytał groźnie gdy Belatrix przestała zwijać się z bólu na ziemi
- Przepraszam panie – odpowiedziała z pokorą
Czarny Pan podszedł do niej powoli i uniósł jej oczy ku niemu niemal pieszczotliwie. Severusa ogarnęły mdłości gdy Belatrix spojrzała na swojego oprawce z uwielbieniem w oczach. Jego przypuszczenia potwierdziły się: Ta suka była szalona. Snape skupił ponownie swój wzrok na postaci Czarnego Pana, czekał jeszcze na jedną informację. Musiał się dowiedzieć czy czarodziej wie gdzie jest Regulus. Jeśli nie, to miał jeszcze szanse żeby znaleźć go przed innymi śmierciożercami i pomóc mu się ukryć. Black był zdrajcą więc powinien jeszcze żyć, Voldemort nie odmówi sobie tej przyjemności ukarania go przy swoich sługusach. Facet kochał publikę i bez wątpienia będzie chciał zrobić z niego przykład. W końcu tak działał, rządził za pomocą strachu...
- Na szczęście nie musicie się już o to martwić – Severusa zalała fala strachu – Zdrajca jest martwy. Nikt kto mnie zdradził nie pozostanie żywy – syknął.
W pierwszej chwili nogi zaczęły się pod nim uginać, ustał prawdopodobnie jedynie dzięki swojej sile woli. Otępienie bardzo szybko zamieniło się w złość i nienawiść jakiej nie czuł nigdy, nie do Pottera, nie do Syriusza Blacka gdy próbował go zabić, nawet nie do ojca po tym jak matka popełniła samobójstwo. Gniew całkowicie go ogarnął, to że nieświadomie zaczął sięgać w kierunku różdżki zauważył dopiero gdy jego rękę powstrzymała chłodna dłoń Lucjusz Malfoya. Severus otrząsnął się i spojrzał w szare oczy starszego mężczyzny. Ku jego zaskoczeniu odnalazł w nich niepokój, i chyba właśnie to pozwoliło mu się otrząsnąć. Niestety zrobił to zbyt późno, Czarny Pan zauważył ich interakcję.
- Lucjusz, Severus... Czy jest coś co chcielibyście dodać? - zapytał z groźbą w głosie.
On jak on, ale nie mógł pozwolić na to żeby Lucjusz został ukarany po raz drugi tego samego dnia. Ochronił swój umysł tak silną tarczą jak tylko mógł, a cały gniew skierował na Regulusa. Ukłonił się przed obliczem Czarodzieja i powiedział głosem pełnym szacunku:
- Wybacz mi mój Panie – powiedział pokornie – to moja wina, wieść iż ktoś kogo miałem za przyjaciela zdradził Cię, obudziła we mnie ogromną złość, Lucjusz jedynie starał się ją powstrzymać bym nie śmiał przeszkadzać gdy zabierasz głos.
Gdy skończył mówić poczuł w swoim umyśle wtargnięcie Czarnoksiężnika. Voldemort nie zdawał sobie sprawy z jego znajomości Oklumencji więc nie szukał głęboko, zadowolił się uczuciami które odkrył wobec „zdrajcy”.
- Wybaczam ci, możesz wstać – odpowiedział chłodno i ponownie zwrócił się w kierunku wszystkich zgromadzonych, ale tego Severus już nie słuchał. Jedyną rzeczą którą robił to starał się powstrzymać swoje prawdziwe myśli za tarczą. Po spotkaniu Lucjusz powstrzymał go przed odejściem i teleportował się z nim do bram Malfoy Maron dworu. Severus posłusznie poszedł za nim do salonu:
- Zajmę się Tobą później, jak na razie muszę poinformować moją żonę że jej brat nie żyje i że od teraz musi nauczyć się go nienawidzić. Nie chciałbym musieć powiedzieć jej to samo o tobie – powiedział Lucjusz i odszedł.
Severus nie chciał teraz myśleć o jego słowach, musiałby uwolnić swój umysł i prawdziwe uczucia, a nie mógł się rozkleić w posiadłości Malfoyów. Był jednak jeszcze zbyt słabym Oklumentą aby utrzymać je w sobie dłużej, dlatego też ignorując polecenie przyjaciela wrócić do domu pozostawiając za sobą jedynie krótką notatke z przeprosinami.
Gdy pojawił się w swoim mieszkaniu pierwszą rzeczą która zrobił było popuszczenie barier Oklumencji. Jego umysł ponowie zalały silne uczucia gniewu, złości, niedowierzania, żalu i rozpaczy. Natłok emocji sprawił że magia zaczęła w nim buzować. Nie czuł się tak od czasu gdy miał pierwsze ataki przypadkowej magii jako naprawdę malutkie dziecko. Tuż obok Severus usłyszał trzask pękającego szkła gdy odwrócił się w tamtym kierunku zauważył popękany dzbanek z którego zaczęła wylewać się herbata. Następnej chwili podobne odgłosy zaczęły zalewać go ze wszystkich stron, jego magia całkowicie zaczęła wymykać się spod kontroli, a on sam czuł się jeszcze słabszy. Widział wokół już nie tylko pękające szkło, ale nawet meble i stare sprzęty, ostatnią rzeczą która pamięta zanim stracił przytomność była już tylko ciemność.
Samo wspomnienie o tym co zastał w mieszkaniu gdy obudził się następnego dnia napawa go szokiem. Całe jego ciało było zdrętwiałe i obolałe, ale choć czuł się fatalnie, to nie miał żadnych większych obrażeń. Jego dom było za to istnym szaleństwem, żaden mebel nie był w całości, nawet dach ledwo się trzymał. Wiedział co się z nim stało. Magiczne Dojrzewanie było procesem które przechodził każdy Czarodziej prędzej czy później. Dopiero po osiągnięciu tego poziomu czarodziej mógł uzyskać tytuł Głowy Rodu czy zająć miejsce w Wizengmotcie. Do objęcia wielu stanowisk w ministerstwie Czarodziej musiał przejść już magiczne dojrzewanie, a przynajmniej tak było zanim miały miejsce ataki śmierciożerców. Gdy Biuro Aurorów przestało sobie radzić zaczęto przyjmować na stanowisko aurora każdego kto przeszedł szkolenie, słyszał nawet że Potter i Black się dostali. Magicznemu dojrzewaniu bardzo często wywoływane jest silnymi emocjami, w szczególności jeśli miało ono miejsce gdy czarodziej był jeszcze stosunkowo młody. Istniało przekonanie iż silne emocje w pewnym sensie przyśpieszają ten proces. Oczywiście jeśli ktoś nie osiągał magicznego dojrzewania zbyt długo, prędzej czy później nawet zwolnienie z pracy, nieudany eliksir czy złamanie paznokcia mogły wywołać ten proces. Severus nie był więc zaskoczony samym dojrzewaniem, ale jednak zdziwił się tym jak wcześnie je przeszedł. Miał teraz trochę ponad 20 lat. A zdecydowana większość czarodziejów magiczne dojrzewanie osiąga gdzieś w okolicach lat 25. Bellatrix Lestrange swoje osiągnęła gdy miała 23 lata z czego była wyjątkowo dumna i podkreślała to wielokrotnie. Przestała dopiero gdy Lucjusz który zdaniem Severusa był wyjątkowo utalentowanym czarodziejem przechodził swoje dojrzewanie w wieku lat 22. Słyszał co prawda o radykalnych przypadkach gdy magiczne dojrzewanie pojawia się wcześniej lub później niż po ukończeniu 25 lat, ale zdarzał się to raczej rzadko. Chyba jednym z najsławniejszych przypadków był Albus Dumbledore które ponoć przeszedł magiczne dojrzewanie w wieku lat 16, to czy jest to prawda nikt nie wie gdyż sam dyrektor nigdy nie zaprzeczył ani nie zaprzeczył tej plotki. Przebudzenie należy zarejestrować w ministerstwie magii i sama myśl o tym sprawiała iż wpadał w panikę. Nie ważnie pod wpływem jak silnych emocji był, przebudzenie nie miałoby miejsca jeśli jego magia nie uznałaby iż jest on na nie gotowy. Tak więc tak wczesne przebudzenie było równoznaczne z byciem potężnym czarodziejem. Jeśli zgłosi swoje przebudzenie do odpowiedniego działu gdzie jak wiedział pracuje jeden ze Śmierciożerców, to prędzej czy później Czarny Pan się o tym dowie, a to miało być równoznaczne z odkryciem przez niego jego prawdziwego potencjału. Po czymś taki zapewne niedługo sam poszedłby w ślad za Regulusem. A jeśli Czarny Pan postanowi wcześniej zajrzeć do jego umysłu nie bacząc przy tym czy go uszkodzi, to bez wątpienia odkryje tarcze oklumencji. Zacznie szukać głębiej... Dowie się o tym jak Regulus przyszedł do niego, jak uratował skrzata, dowie się że Lucjusz wiedział iż ukrywa swój prawdziwy potencjał. Nie tylko on zostanie ukarany... Nie mógł zgłosić tego do ministerstwa. To nie tak że bał się śmierci. Prawda była taka iż miał niewiele do stracenia, w końcu stracił już niemalże wszystko co miał do stracenia. Stracił Lily na swoim piątym roku, stracił matkę, stracił swoją wolność gdy przyjął mroczny znak, stracił Regulusa...
Regulus... W tym wszystkim co miało miejsce niemalże zapomniał o starym przyjacielu. Nie chciał o nim myśleć, to nadal sprawiało mu potworny ból wiedział jednak iż nie będzie w stanie przestać o nim myśleć, dlatego skierował soją uwagę z uczuć na samo wydarzenie. Co mógł takiego zrobić aby Czarny Pan zabił go od razu? Cokolwiek to było bez wątpienia łączyło się w jakiś sposób ze Stworkiem. Regulus musiał dowiedzieć się od niego czegoś co skłoniło go do zdrady.
Jego rozważania przerwane zostały przerwane przez szarego puchacza który wylądował na jednym z połamanych krzeseł. Początkowo myślał, że to list od Malfoya, który bez wątpienia był bardzo zdenerwowany jego zniknięciem wczorajszego wieczora. Mylił się jednak, gruba koperta bez wątpienia miała na sobie ogromny herb Gringotta.
Dawno nie przeżył takiego szoku. W liście znalazły się informację iż teraz gdy osiągnął Przejście jest oficjalnie uznany prze Bank Gringotta za dziedzica rodu Prince i musi zgłosić się do Banku z powodu przyjęcia dziedzictwa.
Sama wizytę w Gringottcie Severus pamięta jak przez mgłę. Gobliny były wyjątkowo oburzone gdy powiedział im iż przez cały czas myślał iż podobnie jak matka został wydziedziczony przez dziadków. Goblin z którym rozmawiał zarzekał się iż na swoje 13 urodziny został do niego dostarczony list, gdy sprawdził dokumentacje odkrył oszustwo matki.
Po nieoczekiwanych wydarzeniach z ostatnich dni pojawiło się dla niego okres ogromnego spokoju trwającego 10 miesięcy. Mechanicznie i bez jakiejkolwiek ekscytacji kontynuował swoją pracę zdobycia mistrzostwa eliksirów pod okiem mistrza Bellryego który zdaniem Severusa był gorszy od niego samego. Czarny Pan rzadko go wzywał zazwyczaj dostała instrukcje od Lucjusza lub Bellatrix a gdy już stał przed obliczem Pana to trzymał swoje uczucia za coraz silniejszymi murami Oklumencji. Cierpienie po stracie Regulusa zostawiał tylko dla siebie i tych momentów kiedy był sam na sam z Narcyzą która znosiła podobny ból. Postanowił nie zostawać w Spiders End's i przenieść się do rezydencji Princów w Wielkiej Brytanii, w końcu już w wieku 13 lat miał prawo w niej mieszkać. Wszystkim zainteresowanym po prostu wyjaśnił iż matka ukryła przed nim informację o dziedziczeniu, a o Dojrzewaniu Magicznym nikomu nie wspomniał.
10 miesięcy od zaginięcia Regulusa Czarny Pan miał dla niego kolejne zadanie. Wysłał go z powrotem do Hogwartu. Oszalał, kompletnie oszalał... Chciał żeby został nowym nauczycielem OPCM i szpiegował dla niego Dumbledore. Tak jakby dyrektor był tak głupi i uwierzył w jego dobre chęci. Nawet jeśli starzec nie miał żadnych dowodów dotyczących jego przynależności do śmierciorzerców to bez wątpienia miał swoje podejrzenia. Ale co miał zrobić, odmówić? Poszedł i dostał kategoryczną odmowę. Dumbledore nawet nie był zainteresowany jego kandydaturą. Bo dlaczego by miał? Nie miał żadnych uprawnień poza samymi sumami z tej dziedziny, szkolił się przecież w eliksirach. Dyrektor nie musiał nawet znajdować żadnego innego powodu by odrzucić jego kandydaturę. Spodziewał się tego, ale bał się, naprawdę bał się zanieść te wieści do Czarnego Pana. Postanowił więc choć trochę załagodzić jego złość jakimiś innymi przydatnymi informacjami dlatego też śledził starca.
Całkiem zaskoczony zauważył jak Dyrektor Hogwartu wchodzi do Świńskiego Łba. Nie było to miejsce w którym spodziewałby się spotkać kogoś takiego jak on więc był więcej niż rozczarowany gdy rozpoczął rozmowę kwalifikacyjna z kobietą która wydawała się być wyjątkowo szurnięta. I wtedy kobieta nagle zmieniła głos i zaczęła mówić:
„Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca... A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna..."
Skupiony na słowach nie zauważył jak podszedł do niego stary barman, cudem udało mu się zbiec z miejsca bez spotkania oko z oko z Dumbledorem i zapewne aurorami. Nie był jednak przerażony czy zdenerwowany, jedyne co czuł to zawód iż nie usłyszał całości przepowiedni. Wiedział iż nie może zdradzić tej informacji, on sam nie wierzył w przepowiednie, ale dla Czarnego Pana miały one ogromne znaczenie. Gdyby zdradził jej treść jakieś dziecko znalazłoby się w niebezpieczeństwie. Nie był niewinnym i dobrym człowiekiem, ale nie chciał dla żadnego dziecka takiego losu, dlatego też postanowił nie wyjawiać informacji które zdobył i z myślą o przyjęciu kary udał się do aktualnej siedziby Czarnego Pana która mieściła się w domu Rudolfa i Bellatrix Lestrange. Przy wejściu do sali zatrzymał go Rudolf:
- Snape, nie powinieneś tam teraz wchodzić.
- Dlaczego?
- Jest w fatalnym humorze, Lucjusz jest karany.
- Za co? - zapytał wstrząśnięty.
Lucjusz był osobą reprezentacyjną i przyciągał do niego inne wysoko postawione rody, miał też ogromne wpływy w ministerstwie, więc nie mógł pozwolić na to by był zbyt uszkodzony. Czarny Pan nigdy nie karał go chyba że był wyjątku zły.
- Nie jestem pewien, z tego co Czarny Pan mówił już od jakiegoś czasu wszystkie misje które zleca Malfoyowi nie wychodzą. Jest tak zły że nie zdziwiłbym się gdyby trwale okaleczył mu tą jego piękna buźkę... O ile nie masz dla niego dobrych wieści lepiej nie pokazuj mu się no oczy – po czym odszedł.
Severus stał jeszcze przez chwilę z ręką na klamce, wiedział iż jest tylko jeden sposób na to by odwrócić uwagę od klęski Lucjusza i pozostać przy tym żywym. Z jakiegoś powodu czuł ze pewnego dnia będzie tego żałował, ale teraz podjął decyzję. Otworzył drzwi z wielki hukiem, opadł na kolana i zawołał:
- Panie, mam dla ciebie wieści.
- Obyś przerywał mi z ważnego powodu.
-Panie, musisz zobaczyć to sam – powiedział po czym za pomocą różdżki wyciągnął z umysłu wspomnienie ze Świńskiego Łba, w taki sposób aby zdradzić jedynie część przepowiedni.
Czarny pan wyraźnie zainteresował się tym co ma do pokazania. Odebrał od niego fiolkę i podszedł do myśloodsiewni która stałą nieopodal i zanurzył się w jego wspomnieniach. Severus wykorzystał ten moment aby zerknąć na Malfoya. Lucjusz leżał na zimnej kamiennej posadzce i drżał. Całe jego szaty i nawet platynowe włosy były zakrwawione, nawet nie miał na sobie maski. Severus nie był nawet pewien czy jest przytomny.
Po chwili Voldemort wynurzył się z myśloodsiewni, jego twarz była nieczytelna. Spojrzał mu w oczy i powiedział
- Dobrze się spisałeś, choć sądzę iż teraz Dumbledore cię nie zatrudni i będę musiał znaleźć innego szpiega... Powinieneś jednak zostać dłużej... A teraz wynoście się, muszę chwile pomyśleć – krzyknął do zebranych – i zabierzcie jego – syknął.
Severus tylko na to czekał. Podbiegł do bezwładnego ciała Lucjusza Malfoya i podniósł go do góry. Nie mógł pozwolić na to by ktoś użył na nim teraz zaklęcia lewitacji, w tym stanie mogło to mieć bardzo poważne skutki. Gdy zamknęły się za nim drzwi położył Lucjusza na najbliższym skrawku dywanu i zaczął oglądać jego rany. Od razu podał mu eliksir uzupełniający krew, eliksir zapobiegający zakażeniu oraz własnej roboty eliksir usuwający skutki pocruciatosowe.
- Przeżyję? - zapytała obojętnie Bellatrix.
- Tak, ale ktoś musi mu niezwłocznie opatrzyć rany. Zabiorę go do Narcyzy, ona zawsze była w tym lepsza niż ja.
- Potrzebujesz pomocy? - zapytała
-Nie, zajmę się tym sam – odpowiedział – ale wolałbym uniknąć teleportacji, jeśli mogłabyś użyczyć mi kominka...
- Rób co chcesz – powiedziała i odeszła zostawiając szwagra pod jego opieką.
Gdy dotarł do Malfoy Manor Narcyza z przerażeniem w oczach zapytało go tylko o to czy Lucjusz żyję. Gdy potwierdził od razu zajęła się ranami męża. Mycie, leczenie skaleczeń, nakładanie maści, zakładanie opatrunków, ze wszystkim zeszło im 4 godziny.
Kolejnym istotnym wydarzeniem w jego życiu był dzień w którym naprawdę zaczął żałować swojej decyzji wyjawienia przepowiedni Czarnemu Panu. Nie żałował oczywiście tego co zrobił dla Lucjusza, ale wyjawienia samej przepowiedni. Dzień w którym Czarny Pan wyjawił mu kto miał być jego celem. Były dwie potencjalne rodziny w których urodził się chłopiec spełniający warunki, Longbotomowie i Potterowie. Lily... Dziecko Lily...
Snape nadal doskonale pamięta moment w którym dotarło do niego iż osobiści skazał na śmierć piękną, dobrą i niewinną rudowłosą Lily. Jego Lily... Jego pierwszy i prawdopodobnie najlepszy przyjaciel, jego radość życia, osoba dzięki której był wstanie przetrwać nawet najgorsze czasy z ojcem. Nie wytrzymał, nie myśląc nawet opadł na kolana i zaczął błagać. Czarny Pan wpadł we wściekłość... Więc znowu użył nienawiści jako broni. Powiedział mu iż chce ją dla siebie jako nagrodę, jako osobista zemstę na Potterze który zrujnował mu życie. Czarny Pan zaczął się śmiać, spodobało mu się to co usłyszał, podczas gdy jemu samemu chciało się wymiotować. Voldemort zgodził się ją oszczędzić jako nagrodę za jego wierną służbę.
Nigdy nawet przez chwilę nie wierzył iż Czarny Pan może ją oszczędzić. To mogłoby się udać gdyby Lily siedziała cicho i milczała gdy czarodziej zabija jej rodzinę, ale on znał ją lepiej. Wiedział że będzie walczyć w obronie tych których kocha nawet jeśli odrąbie się jej kończyny i wyłupie oczy. Nigdy się nie podda, jedyną rzeczą którą mógł zrobić teraz to ostrzec ją. Więc poszedł do jedynej osoby do której jak poprzysiągł sobie nigdy nie pójdzie prosić o pomoc. Poszedł do Dumbledore.
Nadal czuje uczucie upokorzenia które czuł gdy padł przed nim na kolana błagając o ochronę dla Lily. Nic nawet klękanie przed Czarnym Panem nie mogło się z tym równać. Severus nigdy nie miał złudzeń co do tego iż dla Voldemorta będzie kimś ważnym, był półkrwi zgodnie z ideologią którą głosili Śmierciożercy był gorszy odkąd został poczęty przez mugola. Jednak dla Dumbledore nie powinno mieć to znaczenia, to z jakiej rodziny pochodził czy w jakim domu był, a jednak miało znaczenie. Dumbledore wybrał Blacka i Lupina zamiast jego. Powinien się spodziewać tego biorąc pod uwagę iż nigdy nie próbował powstrzymać Huncwotów przed dręczeniem go, ale tamtego dnia naprawdę go to zabolało. I dlatego poprzysiągł sobie iż nigdy cokolwiek się stanie nie ulegnie temu czarodziejowi. Ale jakie znaczenie miała jego duma jeśli z grę wchodziło życie Lily? Żadne. Prawdopodobnie właśnie dlatego ostatecznie Dumbledore mu uwierzył i zaufał. W ten sposób został szpiegiem i nieoficjalnym Członkiem Zakonu Feniksa walczącego przeciwko Mrocznemu Czarodziejowi. Wiedział iż postąpił słusznie. Dzięki jego informacją kilku śmierciorzerców zostało złapanych, uważał jednak by nie narazić na niebezpieczeństwo Malfoya. Oprócz informacji zaczął też robić mikstury lecznicze dla Zakonu w tym postcruiatus, który nie był jeszcze znany przez nikogo poza pojedynczymi Śmierciożercami. Gdy w wieku 22 lat zdobył tytuł Mistrzostwa z dziedziny eliksirów Dumbledore zaproponował mu stanowisko w Hogwarcie jako Mistrz Eliksirów. Severus długo zastanawiał się nad tym jak to wykorzystać, w końcu postanowił powiedzieć Czarnemu Panu prawdę, a przynajmniej jej część. Gdy po Czarodziejskim świecie rozeszła się pogłoska iż Sam-Wiesz-Kto poluje na Potterów postanowił zasugerować swemu Panu plan. Opowiedział mu o jego początkowej przyjaźni z Lily Potter i tym jak może jej użyć by podawać fałszywe informacje Dumbledorowi. I w ten sposób za błogosławieństwem zarówno Czarnego Pana jak i Dyrektora zaczął prace podwójnego agenta. Dumbledore nigdy nie powiedział mu gdzie ukryci i jak ukryci zostali Potterowie, ale fakt iż Czarny Pan nie mógł ich znaleźć był dla niego wystarczający. I wtedy wszystko zaczęło się walić... Informacje które dostarczał przestały być użyteczne, Czarny Pan zaczął przewidywać ruchy zakonu i świętował, świętował gdyż był pewien iż niedługo dostanie Potterów. Miał innego szpiega. Próbował mówić o tym z Dumbledore, ale on tylko powtarzał, że Potterowie są bezpieczni i proponował mu te jego cholerne cytrynowe dropsy. Podczas jednej z takich sprzeczek Severus zrozumiał, że starzec nawet nie bierze pod uwagę tego że Voldemorta pokona ktoś inny niż dziecko Potterów. On sam zamierzał tylko powstrzymywać go przed zabiciem bachora i czekać... Na co? Aż Czarnoksiężnik opanuje świat, czy może aż odnajdzie Lily? Obie możliwości były dla niego nie do przyjęcia, ale nie mógł zrobić nic. Mniej więcej w tym czasie trafił w jednym ze skarbców rodzinnych na bardzo starą szkatułkę. Zostały na niej wyryte runy które sugerowały iż aby ją otworzyć potrzebna jest krew Głowy rodu Prince lub dziedzica. Zaciekawiony zabrał skrytkę ze sobą. W środku znalazł dwie rzeczy, jedną był time-turner, a drugą stary pamiętnik. W pamiętniku opisana była nieprawdopodobna historia. Zaczynała się od szalonej teorii niejakiego Marcusa Breya który uważał iż po cofnięciu się w czasie o zbyt dużą ilość okrążeń ciało czarodzieja rozpada się, jednak jako iż dusza jest nieśmiertelna przeniesie się ona w przeszłość. Jako iż dusza straciła ciało będzie ona szukać innego ciała które ma jak najbardziej odpowiednia dla niej sygnaturę magiczną, czyli ciała młodszego ja przenoszącego i to w nim osiądzie. Teoria nie wyjaśniała jednak co się stanie później. Na kolejnych stronach Severus zapoznał się z niesamowitymi perypetiami Johnatana Prince który ponoć przetestował tą teorię. Opisał najpierw swoje pierwsze życie które było raczej pasmem nieszczęść i porażek a później przetestowanie teorii, powrót do ciała swojego młodszego ja i drugie życie.
Zarówno teoria jak i historia były więcej niż nieprawdopodobne a mimo to Severus z jakiegoś powodu uwierzył swojemu przodkowi. Sam pomysł aby posunąć się do cofnięcia w czasie, aby naprawić swoje błędy był dla niego wyjątkowo kuszący, ale nie potrafił się na zdobyć na ten krok. Wszystko jednak zmieniło się trzy lata po śmierci Regulusa i właśnie to doprowadziło go do dzisiejszej sytuacji. Dostał on list z Gringotta w którym Goblin zajmujący się majątkiem rodu Black wyjaśnił iż jako że nigdy nie znaleziono ciała Regulusa Blacka otwarcie jego testamentu zostało zgodnie z przepisami odczytane trzy lata od ostatniego pojawienia się jego sygnatury magicznej. W testamencie Regulus miał osobistą prośbę do Goblinów w której poprosił aby dostarczyły one kilku wybranym osobą list, on sam był jedną z nich.

W liście Regulus na pierwszym miejscy przeprosił go za podejmowanie tak nieprzemyślanych i Gryfońskich czynów. Napisał również iż odkrył sekret Czarnego Pana. Zgodnie z tym co pisał Lord Voldemort nie był już człowiekiem. Użył magii by podzielić swoją duszę i uzyskać tym samym nieśmiertelność, użył magii by stworzyć horkruksy. Severus słyszał nich choć tak naprawdę nie wiedział nic poza faktem iż to magia najczarniejsza z czarnych i całkowicie zakazana. Regulus wyjaśnił mu na czym polega ich istnienie i że dla czarodzieja może kończyć się nawet szaleństwem. Wyjaśnił swoją decyzję iż mógł mu służyć tak długo jak wierzył że robi to dla czarodziejskiego świata, nie potrafi jednak zaakceptować iż jest po prosu marionetką szaleńca. Napisał iż o wszystkim dowiedział się od Stworka jak i to iż Voldemort stworzył więcej niż jeden Horkruks. Wyjaśnił swoje zamiary zniszczenia artefaktu i w nadziei iż dzięki swoim działaniom choć trochę pomoże w jego zniszczeniu.
Po przeczytaniu tej wiadomości Severus pozbył się jakichkolwiek złudzeń. Voldemort był nieśmiertelny, a Dumbledore stary. Cokolwiek dyrektor zrobi nie będzie wstanie powstrzymać Czarnego Pana przed zabiciem Lily i jej dziecka. Dumbledore nie miał czasu, a Voldemort miał cały czas świata. Oczywiście można by spróbować odnaleźć Horkruksy. Zgodnie z tym co napisał Regulus nie były to zwykłe przedmioty codziennego użytku, tym który odnalazł stworek miał być Medalion samego Salazara Slytherina, biorąc pod uwagę jak Czarny Pan kochał symbolikę inne Horkruksy tez musiały mieć dla niego znaczenie. Tak samo ja miejsca w których je zostawił. Jednak szukanie wszystkich mogło trwać latami, a on nie miał tyle czasu. Lily nie miała tyle czasu. To właśnie wtedy podjął decyzję. Skrupulatnie zebrał informacje które mogą mu się przydać i wybrał czas w którym najlepiej z jednej strony będzie miał jak najwięcej czasu, a z innej będzie mógł coś zrobić mimo zbyt młodego wieku. Mógł mieć teraz nadzieje iż podjął właściwą decyzję i że udało mu się kupić wystarczająca ilość czasu zanim Czarny Pan zniszczy życie osób o które się troszczy.

Westchnął głęboko i wyszedł z magicznego autobusu na Ulicę Pokatną.

ROZDZIAŁ 1


Severusa obudził potworny ból głowy. W powietrzu wyczuł znajomy zapach stęchlizny. Powoli otworzył oczy. W oknie dostrzegł dostrzegł, że słońce jeszcze do końca nie wstało, a on sam znajdował się w swoim starym pokój na Spinner's End. Zdezorientowany, nie wiedząc co się dzieję złapał za ramę łóżka aby się podciągnąć ku górze i wtedy to dostrzegł. Zrozumiał. Udało mu się.
Dokładnie zbadał swoje ciało. Jego ręce były o wiele mniejsze niż te które pamiętał, dotknął też twarzy, nos był złamany co najmniej dwa razy mniej niż ostatnio gdy wstawał z łózka. Najważniejsze jednak było to iż na ramieniu brakowało mrocznego znaku. Naprawdę mu się udało! Poszukał wzrokiem świecy która znajdowała się na stoliku obok łóżka i wyciągnął w jego kierunku rękę. Skupił swoją moc i myśl na jednym zaklęciu „inflamare”. Nie udało się... Spod poduszki wygrzebał różdżkę. Niesamowicie kusiło go aby spróbować rzucić zaklęcie, ale nie zamierzał ryzykować wyrzuceniem z Hogwartu z powodu ciekawości. Magia bezróżdżkowa byłaby miłym dodatkiem, ale zbytnio nie dziwił się temu iż nie mógł jej używać. O ile wszystko poszło zgodnie z planem to jego nowe ja dopiero niedługo miał skończyć 15 lat. Nawet jeśli jego umysł był o kilka lat starszy, to jego magia była jedynie magią dziecka, niemożliwa była dla niego magia bezróżdżkowa. Jako 23 latek bez różdżki był wstanie używać jedynie kilku podstawowych zaklęć takich jak Accio, Lumos, Nox, a z tych bardziej zaawansowanych właśnie inflamare. Jak na jego młody wiek było to spore osiągniecie, nawet jeśli żadne z tych zaklęć nie nadawało się do walki.
Osiągnięcie poziomu jaki miał jeszcze niedawno, będzie go kosztować nie lada wysiłku. Pocieszała go jedynie myśl iż teraz przynajmniej będzie wiedział jak zabrać się do swojego treningu poprawnie.
Dzięki swojej krótkiej karierze profesora dowiedział się iż edukacja w Hogwarcie jest ułożona w taki sposób by jak najefektowniej rozwijać magię dziecka. Przeciętny 11 latek nie będzie w stanie nauczyć się zaklęć z trzeciego roku. To dla dziecka zwyczajnie zbyt duży przeskok w umiejętnościach i magia nie jest przygotowana do takiego wysiłku. Dojrzewanie magii można jednak przyspieszyć poprzez jak najszybsze przyswajanie wiedzy i nieustanne ćwiczenia zgodnie z zasadą od najłatwiejszych do najtrudniejszych. Najlepszym wzorem do naśladowania wydaje się być Hogwarcki program nauczania który ponoć jest jednym z najlepszych w całym magicznym świecie. Tak więc najlepszym sposobem na jak najszybszy rozwój magiczne będzie po prostu nauka zgodnie z programem szkoły, z tym że w znacznie przyspieszonym tempie. Jego umiejetności magiczne nie były jedyną rzeczą którą w najbliższym czasie będzie musiał poprawić... Już teraz czuł że jego kondycja dawała dużo do życzenia...
Ubrał się szybko i przelotnie rozejrzał za rzeczami których chciał zabrać ze sobą. Pokój świecił pustkami, ostatecznie oprócz różdżki wziął ze sobą jedynie książki które niegdyś należały do jego matki. W tym miejscy nie było zbyt wielu rzeczy których mógłby potrzebować, a jeszcze mniej było takich które chciał zabrać ze sobą. Uważając aby podłoga nie skrzypiała otworzył małe okno znajdujące się nad łóżkiem. Za nic w świecie nie chciał obudzić ojca wychodząc przez drzwi.
Gdy już był na zewnątrz udał się w kierunku starego i zniszczonego placu zabaw gdzie przed laty bawił się z Lily. Zawsze to tam chodził gdy musiał coś przemyśleć. To miejsce było dla niego święte i wiązało się z najszczęśliwszymi wspomnieniami z dzieciństwa, dlatego też tak bardzo zabolało go gdy pewnego dnia już po kłótni z przyjaciółką zobaczył ją tam razem z Potterem.
Plac zabaw wyglądał o wiele lepiej niż ten w którym był ostatnio. Karuzela nie miała połamanych siodełek, zjeżdżalnia nie była pęknięta, a huśtawka nie skrzypiała nawet wtedy gdy na niej usiadł i rozbujał się wysoko. Odprężył się prawdopodobnie po praz pierwszy od lat i zaczął zastanawiać się nad tym jakim cudem znalazł się w obecnej sytuacji.
Wbrew temu w co zawsze wierzyła Lily, nigdy nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony wobec Śmierciożerców. Co prawda interesował się czarna magią, nienawidził mugoli, ale jak można mu się dziwić wiedząc jakiego ma ojca? Jednak dołączenie do grupy czysto-krwistych czarodziejów nie zachęcała go zbyt bardzo. On sam był półkrwi i nawet jeśli wstydzić się tej części siebie, to ona nadal istniała. To było coś czego nie mógł zmienić i prawie wszyscy jego koledzy ze Slytherina mu to wypominali. Kto chciałby dołączać do grupy snobów którzy będą traktować cię jak gówno? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: nikt. Jednak ostatecznie stał się członkiem kręgu Śmierciożerców Dlaczego?
Powodów było kilka, a każdy kolejny głupszy od poprzedniego. Pierwszy powodem była zemsta. Chciał się zemścić na Lily która wyszła za Pottera, na Dumbledore który zawsze traktował go niesprawiedliwie i zmusił do przysięgi milczenia dotyczącej wilkołaka, chciał się zemścić na ojcu który w końcu zmusił matkę do samobójstwa.
Drugim powodem była troska. Tego lata do szeregów śmierciożerców mieli dołączyć Regulus i Lucjusz. Cóż... Lucjusz co prawda od lat działał jako aktywny członek grupy, ale tego dnia miał przyjąć znak. Jego ojciec był umierający, a Czarny Pan chciał mieć majątek Malfoyów w garści. Severus też został zaproszony do przyjęcia znaku i jeśli by odmówił musiałby dla własnego bezpieczeństwa zerwać kontakty z tamtą dwójką, a przecież tylko oni i Narcyza mu pozostali. Postanowił więc iż zniesie upokorzenia od innych czysto-krwistych byle tylko nie zostać samemu. I co mu z tego przyszło? Upokorzenia od innych śmierciorzerców? To było nic w porównaniu z upokorzeniem które znosił z rąk swojego ''Pana''.
Trzeci powód był najbardziej ślizgoński. Severus potrzebował pieniędzy... Nie chodziło mu o drogie szaty czy luksusowe życie, nie... On chciał edukacje. Czarny Pan potrzebował mistrza eliksirów i miał opłacić mu jego studia, wizja złotego kotła przekonała go ostatecznie. Żałować zaczął dopiero gdy dowiedział się iż odziedziczył majątek rodziny Princów.
Tym razem wszystko miało być inaczej. Cokolwiek miał się stać był pewien iż nie zostanie członkiem fanklubu Czarnego Pana. Zrobi też wszystko aby uwolnić spod jego wpływu tych na których mu zależy, nigdy też nie narazi na niebezpieczeństwo Lily. Tak... Miał cholernie dużo do zrobienia w najbliższym czasie...

wtorek, 9 czerwca 2015

O czym będzie moje opowiadanie? O podróży w czasie!

          Przeczytałam wiele fanfiction z tym motywem gdzie głównym bohaterem był Snape. Wszystkie z nich, fajniejsze lub nie w gruncie rzeczy były o tym samym. Severus umiera we wrzeszczącej chacie i dostaje nową szanse na życie. Zazwyczaj przenosi się do dnia w którym po raz pierwszy spotkał Lily lub w dniu najgorszego wspomnienia Snape'a. Severus na początku ma problemy z uwierzeniem że to wszystko nie jest snem, ale w pewnym momencie po prostu godzi się z rzeczywistością i postanawia iść do przodu na swoich warunkach. Chyba tylko w jednym fanfiction widziałam problemy z poradzeniem sobie z tym co się z nim działo w poprzednim życiu, w dodatku były one przesadzone. Najczęściej Snape zazwyczaj bardzo szybko klimatyzuje się w nowej sytuacji. Osobiście jestem zdania iż 38 latek po TAKICH przejściach nie powinien z taka łatwością poradzić sobie w ciele 16 latka a tym bardziej 11 latka.
          Huncwoci nie są dla niego niczym innym niż gówniarzami z którymi nie opłaca się w ogóle rozmawiać. Ja się pytam dlaczego? Przecież przed śmiercią był dorosły, a nienawiść do Pottera nadal przyćmiewała mu umysł i wyładowywał ją na niewinnym dziecku! Śmierć sprawiła że zmądrzał?
          We wszystkich tych opowiadaniach Snape jawi się jako geniusz który prędzej czy później jest uważany przez Dumbledore jako cenny atut w walce z Voltemortem. Lubie co prawda czytać jak to główny bohater jest koksem (fanka shounenów) w szczególności jeśli mówimy tu o Severusie, ale na litość Merlina, on ma dopiero 16 lat! A przynajmniej jego ciało ma 16 lat... Powinien mieć jakieś ograniczenia, prawda? Nie bez powodu czarodzieje zaczynają edukacje się dopiero gdy osiągną 11 lat, wcześniej po prostu nie są w stanie kontrolować magii. A co potem? Od razu w wieku lat 11 mogą robić wszystko? Nie, powoli muszą nie tylko siebie ale zapewne i swoją magię rozwijać. Żaden 11 latek nie użyje Avady niezależnie od tego jak bardzo nienawidzi swojego przeciwnika. Dlatego też zakładając, że Snape nie przenosi swojej magii a jedynie, dusze to powinien być zmuszony rozwijać swoją magię od nowa. Nawet jeśli ma sporą przewagę nad innymi studentami, to nadal nie powinien być w stanie walczyć na równi z dziadziem Cytrynowym Dropsem, tatą Voldziem i ciocią Bellą.
          Oczywiście najważniejszym punktem w tych fanfiction jest bezgraniczna miłość do Lily. Prędzej czy później nasi bohaterowie będą szczęśliwym małżeństwem z bobaskiem o imieniu Harry (w końcu Snape ma wyrzuty sumienia prawda?) Wiem, że miłość Severusa do Lily była w kanonie, ale naprawdę nie lubię tej kobiety.
          Bardzo nie podobają mi się też przyszli Śmierciożercy. W wielu tych fikach Snape zaczyna z nimi prowadzić wojnę, tamci zaczynają używać niewybaczalnych, a potem zostają wyrzuceni z Hogwartu. Poważnie? Niewybaczalny użyty przez 15 latków i to jeszcze w szkole? Pamiętacie co Bella mówiła o rzucaniu zaklęcia cruciatus? Tego trzeba naprawdę chcieć, nienawiść musi się aż wylewać z człowieka aby zaklęcie zadziałało prawidłowo. Jednak mimo jej słów wiemy iż Śmierciożercy są wstanie rzucać to zaklęcie na kompletnie przypadkowych mugolaków. Nawet jeśli nimi gardzą to nie wydaje mi się żeby byli wstanie szczerze ich nienawidzić. Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem z zaklęciem Cruciatusa jest jak z Patronusem, tylko zamiast szczęśliwego wspomnienia mamy to które wywołuje nienawiść. Tego zaklęcia bez wątpienia trzeba się nauczyć i po prostu nie podoba mi się gdy 16 latkowie rzucali nimi na prawo i lewo. A nawet jeśli jakimś cudem byliby w stanie rzucać niewybaczane, to takie bezmyślne ryzykowanie wyrzuceniem z Hogwartu jest idiotyczne. Durnie kończą Hogwart w wieku 15/16 lat i co potem? Zgodnie z prawem to oni nawet czarować nie mogą. Różdżka Hagrida została złamana po wyrzuceniu z Hogwartu! W dodatku po co takiemu Voldziowi słudzy którzy nie potrafią nic poza niewybaczalnymi? Jak już zawładnie całym magicznym światem, to nie będzie nim rządził sam. Trzeba być głupcem aby wierzyć, że Czarny Pan odda władze niedouczonym baranom którzy nawet szkoły nie skończyli! Rozumiem że na cały Slytherin może się znaleźć taki jeden czy drugi Crabe i Goyle, ale połowa rocznika? Czy ślizgoni nie powinni być przebiegli, inteligentni i ambitni? Dodatkowo w tych wszystkich opowiadaniach Voldzio jest za bardzo zainteresowany Severusem. W większości chce aby ten do niego dołączył jeszcze będąc w Hogwarcie, a przecież to strasznie duże ryzyko. Powinno mu zależeć na tym by Dumbledore nie wiedział o tym kim są jego Śmierciożercy, prawda? W przypadku Draco było inaczej, bo on miał zostać ukarany, ale masowe znakowanie dzieci jest śmieszne.


          Teraz gdy skończyłam już narzekać na opowiadania innych napisze troszkę o moim fanfiction. Nie będzie on drugą szansą którą bohater dostał przez wzgląd na niesprawiedliwe życie. U mnie Snape sam stworzy sobie druga szanse, dzięki czemu uniknę tego całego zamieszania w stylu: „O Merlinie, ja żyję! Lily żyję! To co teraz?! Powiedzieć Dumbledore? Nie... Nie ufam mu wystarczająco!” Aby przenieść Severusa w czasie użyje motywu z jednego z najlepszych fanfiction jakie w życiu czytałam. Snape jest tam wspaniały, potężny a jego celem jest zniszczenie Voltemorta, ale mimo to potrafi żyć własnym życiem i właśnie kogoś takiego chce stworzyć.
          Po drugie mój Severus nie będzie 38 latkiem z tak ciężkim bagażem na ramionach. Będzie o wiele młodszy, o wiele mniej rozgoryczony i o wiele mniej dojrzały. Cofnie się w czasie jeszcze przed śmiercią Lily więc unikniemy tego przytłaczającego poczucia winy.
Po trzecie, Lily nie będzie dla niego całym światem, bardzo ważną częścią świata bez wątpienia ale z pewnością nie całym.
          Po czwarte, istnieje dość duża szansa na to, że zrobię romansik męsko/męski. Jeszcze nie zdecydowałam więc nic nie mogę zagwarantować.
          Po piąte, nie będzie znakowania nastolatków. Jednak Voldziowi nadal będzie zależeć by dołączali do niego jeszcze młodzi czarodzieje i będzie mieć całkiem dobry powód do tego.
          Moje fanfiction ciężko też będzie nazwać kanonicznym... Wiek bohaterów będzie nieco różny od oryginału za co bardzo przepraszam. Największą różnice planuje w przypadku Lucjusza Malfoya którego po prostu chce uczynić przyjacielem Severusa. Nie podoba mi się to, że Rowling zrobiła z niego tak żałosną postać. Ten facet powinien być geniuszem intryg i podstępu, a dał się wyprowadzić z równowagi 12 latkowi tak że prawie użył na nim Avady na środku szkolnego korytarza! Nie mówiąc już o tym że skończył jako wycieraczka do butów Czarnego Pana.


W fanfiction nie jest on przedstawiany lepiej, we wszystkich time travel z Severusem w roli głównej Malfoy był kompletnym kretynem. U mnie Lucjusz nie będzie dobrym człowiekiem, ale z pewnością daleko mu będzie do bezwzględnego mordercy i głupca.

sobota, 6 czerwca 2015

PROLOG

       
PROLOG


          Dwudziestotrzyletni Severus siedział skulony na eleganckim fotelu i wpatrywał się w przedmiot który może wszystko zmienić. Bał się... Już od kilku godzin usiłował przekonać się że stracił już wszystko co miał do stracenia, ale nadal przepełniał go strach. Teoretycznie była jeszcze szansa... Dumbledore obiecał mu że będzie ją chronić i gdy po raz pierwszy udał się do starca, naprawdę wierzył że w ten sposób będzie bezpieczna. Jednak teraz gdy wie tak wiele nie jest wstanie wykrzesać z siebie tyle wiary. Czarny Pan ma szpiega w grupie jej przyjaciół. Ta informacja została już potwierdzona. Naprawdę próbował go znaleźć, ale Mistrz kryje jego tożsamości bardziej niż czegokolwiek. Ona nie może się ukrywać wiecznie, prędzej czy później Czarny Pan znajdzie kryjówkę, nie łudził się też że Czarnoksiężnik dotrzyma obietnicy którą mu złożył. A szansa na to, że to Dumbledore wygra wojnę wcześniej niemalże zniknęła. Nie jeśli dyrektor zamierza czekać lata na jakiegoś wybrańca. Dyrektor Hogwartu szczerze wierzył że skoro przepowiednia została wypowiedziana to musi się wypełnić. Lily nie może się ukrywać aż jej dziecko dorośnie, nikt nie ukryje się tak długu przed Czarnym Panem. I to wszystko będzie jego wina! I jeszcze ta informacja od Regulusa...
          Wiedział że nie może z tym dłużej czekać. Teraz gdy Lily żyje ma jeszcze wolę walki by wszystko zmienić, potem może być już za późno. Ścisnął mocno w ręce klepsydrę i trzęsącymi się dłońmi odmierzył odpowiednią ilość okrążeń. Gdy skończył zakręciło mu się w głowie i odpłynął...