Gdy
Severus wszedł do budynku banku Gringotta czuł się wyjątkowo
niewygodnie. Miał na sobie stare i zniszczone mugolskie ciuchy. W
myślach przeklinał swoją głupotę, mógł zabrać ze sobą szaty
Hogwarckie, nawet one byłyby lepsze lepsze niż to co miał teraz na
sobie. Mógł jedynie cieszyć się z tego, iż o tak wczesnej porze
nie było w Banku zbyt wielu klientów. Przy okienkach zauważył
jedynie dwójkę osób, podstarzałego czarodzieja i młodą
Czarownice. Specjalnie wybrał stanowisko położone jak najdalej od
innych i zwrócił się do znudzonego goblina.
-
Dzień dobry, nazywam się Severus Tobias Snape
-
Dzień dobry – odpowiedział suchym tonem goblin.
Stworzenie
patrzyło się na niego raczej wyzutym z zainteresowania wzrokiem.
Prawdopodobnie wziął go za czarodzieja mugolskiego pochodzenia
który przyszedł wymienić mugolskie pieniądze na galeony. Severus
nie potrafił mu się dziwić, nie wyglądał na bogatego klienta
pochodzącego z bogatego rodu.
-
Chciałbym poprosić o rozmowę z Goblinem Ratrinem.
Goblin
w okienku od razu spojrzał na niego z większym zainteresowaniem.
- Cel
wizyty? - zapytał i Severus mógłby przysiąść, że Goblin unosi
brwi, mimo iż w ogóle ich nie posiadał.
- Test
dziedziczenia – odpowiedział pewnym tonem Snape.
-
Proszę poczekać w pokoju 605 – powiedział goblin nie odrywając
od niego wzroku i zdaniem ślizgona wyglądał tak jakby intensywnie
o czymś myślał.
Severus
nie był zaskoczony taką reakcją, ze swojego poprzedniego życia
pamiętał, że Ratrin był jak na swoją rasę stosunkowo młodym,
ale szybko zdobywającym wpływy i klientów. Wśród talii swoich
kart goblin miał kilka wpływowych czysto-krwistych rodzin i gdy
tylko Severus wyjawił cel swojej wizyty zasugerował, że jest
jakimś zaginionym krewnym jednego w wysokich rodów. Teraz goblin
przy okienku najprawdopodobniej zastanawiał się kim do diabła jest
i w jaki sposób może tą wiedzę wykorzystać. Konkurencja między
goblinami była bardzo zawzięta.
-
Bardzo dziękuje i życzę miłego dnia - powiedział kulturalnie na
pożegnanie patrząc jak na twarzy stworzenia pojawia się
zdziwienie.
Uprzejmość
wobec magicznych stworzeń była raczej rzadko spotykana. Czarodzieje
żyli w głębokim przekonaniu i stoją ponad innymi członkami
magicznej społeczności. Dodatkowo rola jaką pełniły gobliny
sprawiała że Czarodzieje mieli wrażenie ich usługi się im
należą, co niesamowicie denerwowało te dumne stworzenia. Było
naprawdę niewiele rodów które okazywały goblina należyty
szacunek, ale w zamian stworzenia te zawsze odwdzięczały się tym
samym.
Po
odejściu od okienka od razu podszedł do niego młody czarodziej.
-
Który pokój? - zapytał znudzony mężczyzna
- 605
– odpowiedział obojętnie Severus.
-
Proszę za mną – powiedział i skierował swoje kroki wzdłuż
korytarza którym Severus już kilkakrotnie miał okazje spacerować,
choć dopiero po raz pierwszy miał okazje być po nim prowadzony
przez człowieka. Gobliny zazwyczaj nie zatrudniały ludzi i Severus
miał wrażenie, że ten tutaj tez nie popracuje zbyt długo. Chłopak
patrzył na niego bez żadnego zaangażowania, a na to nie mógł
sobie pozwolić jeśli chce zatrzymać prace będą. Gdy dotarli do
odpowiedniego pokoju chłopak nie pofatygował się nawet by otworzyć
przed nim drzwi.
Oj...
naprawdę chciał stracić prace. Otwarcie drzwi przed klientem
było obowiązkiem każdego przewodnika i nawet gobliny go
wypełniały. Severus był ciekaw jak zachowywał by się młodzieniec
gdyby miał na sobie szykowne szaty. Cóż... Może jeszcze będzie
mia okazje się o tym przekonać.
Gdy
znalazł się już sam w pokoju 605 i czekał na goblina zajmującego
się finansami rodziny Prince, wrócił wspomnieniami do ich
pierwszego spotkania. Goblin Ratrin go nie lubił. W poprzednim życiu
Severus uważał się za zbyt dumnego by korzystać z bogactwa
rodziny Prince którzy wyrzekli się jego matki i dlatego tez nigdy
nie dbał o finanse i posiadłości które odziedziczył. W banku
bywał tylko wtedy gdy musiał i unikał rozmów o jakichkolwiek
inwestycjach. Co tu dużo mówić... Był bardzo kiepską głową
rodu, dlatego tez nigdy nie zaskarbił sobie sympatii bankiera, który
do swoich obowiązków podchodził bardzo poważnie. Teraz jednak
miał nadzieje iż sprawy potoczą się inaczej. Nie było sensu
wyrzekać się bogactwa które mu przypada jeśli i tak zamierzał z
niego skorzystać. Można było powiedzieć o nim wiele niezbyt
przyjemnych określeń i chyba tylko sam Potter potrafiłby je
wszystkie zliczyć, ale hipokrytą nie był. Skoro planował
korzystać z przywilejów, to musiał się też wsiąść za
obowiązki które otrzyma wraz z tytułem.
Drzwi
otworzyły się szeroko i do pokoju wszedł bardzo dostojnie (jak na
goblina) wyglądający bankier. Severus wstał z miejsca aby
przywitać się ze stworzeniem:
-
Dzień dobry.
-
Dzień dobry panie Snape. Jestem rad iż nas pan odwiedził choć
przyznam iż spodziewałem się Pana o dwa lata wcześniej –
powiedział goblin siadając naprzeciw Severusa na biurkiem.
-
Proszę mi wybaczyć za opóźnienie, ale o swoim dziedziczeniu
dowiedziałem się dopiero niedawno. Matka ukryła przede mną list
który otrzymałem na 13 urodziny i dopiero po jej śmierci trafił
on w moje ręce – powiedział Severus powtarzając kłamstwo które
ułożył sobie w myślach już wcześniej.
-
Rozumiem... - powiedział Goblin – W takim wypadku czy możemy
przejść do testu dziedziczenia? Im szybciej to zrobimy tym lepiej.
-
Oczywiście.
- Aby
potwierdzić pańską tożsamość będę potrzebował pańskiej krwi
– powiedział goblin wyciągając spod lady pergamin – Czy wyraża
pan zgodę na jej użycie? - zapytał.
Severus
skinął jedynie głową i wyciągnął dłoń nad pergaminem. Goblin
maleńkim sztyletem skaleczył jego wskazujący palec i upuścił na
zwój dokładnie siedem kropli krwi. Gdy skończył położył swoje
grube i krótkie palce na ranie i mamrocząc jakieś słowa zasklepił
skaleczenie. Severus tak jak za pierwszym razem był naprawdę pod
wrażeniem magii którą prezentowały Gobliny. Wielu czarodziei nie
doceniały tych stworzeń gdyż nie posiadały one różdżki, co
jego zdaniem było śmieszne. Właśnie fakt iż nie muszą jej
używać aby czarować czyniło z nich naprawdę potężne
stworzenia. Ślizgon naprawdę niekiedy nie rozumiał logiki innych
ludzi.
Gdy
goblin uporał się już z jego palcem, skupił swoja uwagę na
pergaminie na którym zaczęły pojawiać krwisto czerwone litery.
Severus wiedział już co będą one zawierać, więc gdy miał już
dokument przed sobą udało mu się uniknąć wyszeptania pod nosem
po raz kolejny „na Merlina”. Mimo to nie mógł się
powstrzymać przed dokładnym przejrzeniem informacji które miał
przed sobą.
Imię
i nazwisko: Severus Tobias Snape
Rodzice
Ojciec:
Tobias Severus Snape (żywy)
Matka:
Elieen Prince Snape (martwa)
Rodzice
chrzestni:
Ojciec
Chrzestny: brak
Matka
Chrzestna: brak
Taaak... Fakt iż nie
miał nawet rodziców chrzestnych naprawdę dobrze obrazuje to jak
bardzo matka została odtrącona przez Czarodziejski Świat po
poślubieniu mugola. Może gdyby była w innym domu niż Slytherin
sytuacja byłaby inna, ale Ślizgoni ją odtrącili.
Dziedzictwo:
Prince
Majątek
Dziedziczony przez linię Prince:
Skarbiec nr 10 poziom A z kwotą 18 mln galeonów (po
przejściu przez dziedzictwo magiczne)
Skarbiec nr 1250 poziom H z kwotą 2 mln galeonów (po
zaakceptowaniu jako dziedzica rodu Prince)
Odziedziczone
posiadłości:
Dworek w Wielkiej Brytanii (po zaakceptowaniu jako
dziedzica rodu Prince)
Domek Letniskowy we Francji (po przejściu przez
dziedzictwo magiczne)
Dwór Rodowy Princów w Szwajcarii (po przejściu przez
dziedzictwo magiczne)
Przywileje:
Prawo do ubiegania się o miejsce w Wizengamocie.
Prawo do zwołania zgromadzenia Wizengamotu w celu
podjęcia głosowania o powołania kolejnego członka lub usunięcia
z jego szeregów.
Prawo do ubiegania się o miejsce w Radzie Nadzorczej
Hogwartu...
- Czy ma Pan jakieś pytania? - z rozmyślań wyrwał go
Goblin.
- Nie, możemy od razu przejść do rytuału.
- Czy wie pan na czym on polega?
- Tak. Nie będę jednak wypowiadać tradycyjnej
przysięgi, przygotowałem już własną.
Goblin skina na niego z uznaniem. Po chwili odwrócił
się od niego na moment i z magicznego sejfu wyjął skrzyneczkę
którą Severus po raz drugi powinien zobaczyć dopiero gdy wybierze
swojego dziedzica. Już po chwili na jego palcu znajdował się
pierścień w kształcie węża który magicznie dostosował swoją
wielkość.
- Proszę zaczynać – powiedział Goblin
– Ja, Severus Tobias Snape proszę moich przodków o
zaakceptowanie mnie jako dziedzica szlachetnego i magicznego rodu
Prince – po wypowiedzeniu tych słów pierwsza magiczna wstęga
wyleciała z jego różdżki i skomplikowana sieciom oplotła
pierścień i jego dłoń.
- Z radością przyjmuję wszystkie przywileje i
bogactwa które należą mi się zgodnie z moim tytułem – kolejna
wstęga wyleciała z różdżki.
- Obiecuje też wypełniać wszystkie obowiązki które
spadną na mnie wraz z zaszczytami najlepiej jak umiem. Tak mi
dopomóż ma magio – dokończył pewnym głosem i z fascynacją
obserwował jak rytuał kończy się wraz z ostatnią siecią
oplatająca jego dłoń.
- To była dobra przysięga – powiedział poważnym
tonem bankier i Severus wiedział już że zyskał jego uznanie.
Większość czarodziejów wypowiadała tradycje przysięgi swoich
przodków i nie kłopotała się własnymi. Severus postanowił
jednak to zrobić z bardzo prostego powodu i samolubnego powodu. Jego
postanowień dotyczących bycia godną głową rodu nie było zbyt
silne, ale układając własną przysięgę sprawił że bez
wątpienia będzie się trzymać swojej decyzji.
- Czy są jeszcze jakieś sprawy którymi chciałby się
Pan dzisiaj zająć? - zapytał uprzejmie goblin.
- Jest ich wiele, dlatego też z pewnością skorzystam
z pańskich rad w wyborze tych które są bardziej istotne, jednak
najpierw chciałbym prosić o pomoc w pewnej bardzie osobistej
kwestii.
- Jeśli tylko będę w stanie pomóc – powiedział
wzrokiem zachęcając go by mówił dalej.
- Jak Pan z pewnością wie moja matka niedawno popeł...
zmarła – powiedział siląc się na spokój – Od tego czasu moim
jedynym opiekunem jest mój mugolski ojciec. Chciałbym prosić
Gringotta o pomoc w uzyskaniu usamodzielnienia.
- Ma pan dopiero 15 lat, będzie pan musiał podać
bardzo dobry powód takiej decyzji jeśli chce pan by została ona
pozytywnie rozpatrzona przez ministerstwo – powiedział spokojnie
Goblin
- Mój ojciec nienawidzi magii – powiedział sucho
Severus – Matka ożeniła się z nim ukrywając kim jest i gdy
prawda wyszła na jaw wraz z moimi wybuchami przypadkowej maggi stał
się dla nas agresywny – wytłumaczył
- Rozumiem. Czy byłby Pan gotów powtórzyć to i podać
więcej szczegółów przed pracownikami ministerstwa? - zapytał
Ratrin.
-Wolałbym dać do dyspozycji wspomnienia i nie musieć
więcej o tym myśleć.
-Czy jest pan gotów to zrobić teraz?- zapytał goblin
Severus w odpowiedzi przyłożył koniec swojej różdżki
do głowy i myślami skupił się na najgorszych wspomnieniach o ojcu
które tylko posiadał. Nie chciał pozwolić innym by wchodzili do
jego głowy, ale jeśli chciał wyprowadzić się legalnie musiał to
zrobić. Był tez jeszcze jeden plus usamodzielnienia. Teraz gdy nie
będzie mieć opiekunów dostanie pozwolenie na używanie różdżki
nawet poza Hogwartem, a to w jego planach był niezbędny element.
Pierwszym wspomnieniem które wybrał była reakcja ojca
na to gdy dowiedział się iż matka i on są czarodziejami. Wiedział
iż ten widok każdego przekona jakie zdanie miał o ich rodzaju
ojciec.
Kolejnym wypomnieniem była scena gdy ojciec pobił go
za to, że zjadł jego obiad. Miał wtedy 11 lat i właśnie wrócił
po pierwszym roku nauki w Hogwarcie. Oczekując iż ojciec o tej
porze dnia będzie w pracy szczerze wierzył że matka przygotowała
posiłek dla niego.
Trzecie wspomnienie dotyczyło tego jak na jego oczach
ojciec skręcił kark małemu kotku którego Severus w swojej
dziecięcej naiwności postanowił przygarnąć. „Nie potrzebuje
więcej darmozjadów w moim domu. Przywlecz tu jeszcze jednego, a
spotka Cie taki sam las jak jego”. Te słowa utknęły mu w
głowie chyba już na zawsze, nigdy też nie miał odwagi zakupić
sowy pocztowej.
Ostatnim
wspomnieniem była awantura która miała miejsce w tym życiu
dokładnie 2 dni temu po powrocie z Hogwartu. Severus nadal miał
obolałe barki i plecy po tym jak ojciec postanowił nauczyć go jego
miejsca.
Gdy
skończył podał flakoniki Goblinowi, który od razu przystąpił do
dalszych tłumaczeń:
-
Bazując na pańskich wspomnieniach zostanie podjęta decyzja
dotycząca wniosku o usamodzielnieniu. Nie musi się pan obawiać iż
zawartość tych fiolek trafi do rąk niepowołanych osób. Wszystkie
dokumenty również zostaną utajnione i nikt bez pańskiej
bezpośredniej zgody nie będzie mieć do nich dostępu.
-Rozumiem.
Sam muszę załatwiać wszystkie formalności czy mogę upoważnić
do tego Gringotta?
-Mogę
to zrobić w pańskim imieniu – powiedział Goblin.
-Proszę
mówić do mnie po imieniu i z przyjemnością powierzę tą sprawę
w pańskich rękach.
-W
takim wypadku również proszę mówić do mnie Ratrin – powiedział
goblin z grymasem na twarzy który prawdopodobnie mia być uśmiechem
– Będę informować pana na bieżąco w sprawie. Czy jest coś
jeszcze co mógłbym zrobić? - zapytał jego bankier.
Severus
westchnął wiedząc jak męczący dzień go czeka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz