poniedziałek, 6 lipca 2015
ROZDZIAŁ 2
Jadąc w Błędnym Rycerzu, który bez wątpienia jest jednym z najbardziej niebezpiecznych środków podróży w Czarodziejskim Świecie, zastanawiał się nad swoim kolejnym ruchem. Przede wszystkim musiał spotkać się z bankierem Rodu Prince. W jego poprzednim życiu matka zataiła przed nim list z Gringotta iż jako jedyny dziedzic rodu Prince z chwilą ukończenia 13 roku życia uzyska dostęp do 1/10 całego majątku i do jednej wybranej posiadłości. Eileen Snape zniszczyła ten list. Dlaczego? Nigdy się nie dowiedział. Może dlatego iż nie chciała by ojciec dowiedział się o pieniądzach i wszystko zabrał, a może czuła się zazdrosna iż jej odebrano wszystko za urodzenie go, a jemu oddano wszystko? Nie wiedział i prawdopodobnie nigdy się nie dowie. Ta myśl sprawiała że miał ogromne wyrzuty sumienia. Niesamowicie dużo czasu poświęcił na podjęcie decyzji w którym czasie przenieść się do przeszłości i z trudem zrezygnował z ocalenia matki.
Severus do dziś wyraźnie pamiętał jak podczas swojego czwartego roku Dumbledore wezwał go do gabinetu by poinformować go że jego matka nie żyje. Zgodnie ze słowami starca kobieta popełniła samobójstwo wypijając truciznę. Severus jeszcze przez wiele lat zastanawiał się co dokładnie czuł po jej śmierci. Jako dziecko kochał swoją matkę, przez lata broniła go przed ojcem przyjmując na siebie kolejne ciosy. Przez niemalże całe swoje życie miał do niej pretensje i obwiniał ją o wszystko co go spotkało prawdopodobnie nie doceniając tego jak wiele dla niego robiła. Jednak to było jeszcze przed Hogwartem. Wtedy była jeszcze kobietą silną i pełna życia. Jednak w momencie w którym jej syn poszedł do szkoły coś w niej pękło, poddała się. Może uznała że teraz jej dziecko jest już bezpieczne i nie potrzebuje matki, albo po prostu ojciec w końcu ją złamał. Cokolwiek się stało, gdy Severus wrócił do domu po pierwszym roku nauki matki którą kochał już nie było, była za to pusta skorupa. Przez pierwsze dwa lata usiłował nawiązać z nią jakiś kontakt, ale nie udało mu się zmusić jej do dłuższej rozmowy. Po pewnym czasie po prostu się poddał, tak samo jak poddał się teraz nawet nie próbując jej ocalić. Gdyby chciał uratować matkę musiałby cofnąć się w czasie do swojego wczesnego dzieciństwa jeszcze zanim poszedł do Hogwartu, a nie był wystarczająco silny aby to zrobić. Pijacki szał ojca, upokorzenia z reki gryfonów i może ponownie patrzenie na to jak jego matka umiera. Nie... Nie mógł przeżyć tego po raz kolejny.
Był tez inny powód. Gdy ponownie poszedłby do Hogwartu musiałby być sortowany przez Tiare, a wtedy kapelusz dowiedziałaby się o podróży w czasie. Nie chciał by ktokolwiek o tym wiedział, a nawet jeśli Tiara zgodziłaby się zachować jego sekret to mogłaby go wysłać do innego domu. Gdy był sortowany po raz pierwszy tiara była zdanie iż ma w sobie cechy wielu domów, wybrała jednak Slytherin przez wzgląd na jego ambicje pokazania wszystkim iż jest najlepszy. Teraz jednak gdy w dążeniu do tej ambicji popełnił tak wiele błędów znacząco ona przygasła, a nie mógł sobie pozwolić na trafienie do innego domu, nie jeśli nie chciał stracić Narcyzy, Lucjusza i Regulusa. Na myśl o nich zalała go nagła fala mieszanych uczuć.
Nigdy nie chciał chodzić do Pomfrey po bójkach z Potterem i to Narcyza opatrywała jego rany gdy wracał poobijany do pokoju wspólnego. A gdy miała kończyć Hogwart prawie cały swój siódmy rok spędziła ucząc go zaklęć zamiast uczyć się do własnych egzaminów. Zawsze chciała zostać meditczarownicą, a teraz gdzieś w jego poprzednim życiu spodziewa się dziecka.
Lucjusz... Starszy Ślizgon nie był wobec niego przyjazny, ale tez nigdy nie okazywał mu obrzydzenia czy pogardy jak większość w Slytherinie. Dość wcześnie dostrzegł jego liczne talenty i zapewne był zdania iż może go wykorzystać. Nie przeszkadzało mu to... Z sympatią Malfoya jego życie w Slytherinie stało się o wiele prostsze. A mimo to iż przez te wszystkie lata szczerze wierzył iż pomiędzy nimi nie ma przyjaźni, to Malfoy wybrał go na ojca chrzestnego jego dziecka. On, półkrwi zrodzony ze zdrajcy krwi i mugola miał zostać opiekunem Malfoya. W całym jego życiu nie był tak bardzo zaskoczony i doceniony. W czarodziejskim świecie ojców chrzestnych dla dziecka wybiera się bardzo ostrożnie. Ojciec chrzestny dzieli się swoją magią z dzieckiem, im silniejszy czarodziej tym silniejsza magia dziecka. Nie jest to jakaś wielka zależność ale bez wątpienia istnieje. Zdarza się też iż dziecko rozwija zdolności które rodzice nie posiadali, a posiadał za to chrzestny. To że Malfoy poprosił go o bycie opiekunem dziecka znaczyło iż uważał go za naprawdę wielkiego czarodzieja, a jego mugolskie korzenie nie ma dla niego znaczenia. Gdyby stary Abraxas Malfoy wiedział o tym że Malfoyowie połączą się z półkrwi to prawdopodobnie zabiłby Lucjusza w kołysce.
Regulus Black... Severus długo nie dawał mu szansy przez wzgląd na pokrewieństwo z Syriuszem Blackiem. Jednak ostatecznie spędzając czas z Narcyzą w końcu nie miał innego wyjścia jak zaakceptować młodszego ślizgona i poznać go bliżej. Był bystrym i błyskotliwym dzieckiem, miał urok podobny do jego starszego brata, ale nie był nawet w połowie tak samo arogancki jak Gryfon. Na swoim szóstym roku Severus zaczął pomagać mu w eliksirach. Chłopak był okropny i ze zwykłego eliksiru pieprzowego potrafił stworzyć bardzo wybuchową miksturę. Slughorn był tak szczęśliwy że jego klasa przestała być polem minowym że aż wynagrodził go punktami. Regulus był towarzyski, bystry i zabawny, wiele czasu spędzili razem rozmyślając jak może zemścić się na Huncwotach i doskonale się przy tym bawiąc. Ślizgon był idealistą, dołączył do Śmierciorzerców pełen wiary iż postępuję dobrze i szlachetnie walcząc o czarodziejski świat. Nie był typem okrutnika cieszącego się z przemocy. Właściwie to brzydził się nią o wiele bardziej niż sam Severus, ale szczerze wierzył w to iż mugolski świat był dla nich zagrożeniem. Swoją opinie w dużej mierze opierał właśnie na doświadczeniach Severusa. Jego wakacje po czwartym roku gdy matka popełniła samobójstwo były wyjątkowo okrutne. Regulus przyłapał go jak opatrywał i leczył sobie rany zadane przez ojca, i czy tego chciał czy nie, musiał mu wyjaśnić co się stało.
Tak więc Regulus żył w przekonaniu iż mugole są nic nie wartymi zwierzętami i właśnie z taką wiarą dołączył do Śmierciożerców. Snape widział moment w którym chłopak zaczął żałować swojej decyzji. Młodszy Black nigdy nie był stworzony do takiego życia. On sam miał niesamowite szczęście że jego specjalnością były eliksiry i dzięki temu Czarny Pan nigdy nie zmusił go do zabijania. Będąc mordercą nie mógłby dla niego warzyć niektórych naprawdę ciemnych mikstur. Magia rządzi się swoimi prawami i jednym z nich jest to, że jedynie człowiek niewinny może tworzyć prawdziwie mroczne eliksiry. Nie chodzi tu o zwykłe trucizny, je może zrobić każdy z odrobiną talentu, ale choćby o eliksir potrzebny do stworzenie Inferiusów. Jest to pewnego rodzaju ograniczenie dla Czarnoksiężników i właśnie ono ocaliło jego dusze. Gdyby zabił w walce magia uznałaby go za niewinnego, ale mordować nie mógł.
Nigdy nie pozwolił też na to by Dziedzic Salazara poznał pełnie jego możliwości, dzięki czemu uniknął zaangażowania w rajdach. Gdy po raz pierwszy stanął twarzą w twarz z tym potworem dokładnie przegrzebał on jego umysł, wiedział więc wiele jego porażek z rąk gryfonów i przez to Czarny Pan nigdy nie uważał go za sprawnego wojownika. Był za to bardzo istotnym członkiem kręgu jako znawca eliksirów i przyszły Mistrz dlatego też wysyłanie takiego słabeusza na rajdy było zbyt ryzykowne. Uczestniczył co prawda w torturach, ale robił to głównie dzięki swoim miksturą. Osobiście musiał torturować tylko raz, ofiarą był jego własny ojciec. By to jeden z głównych powodów dla których teraz nie chciał go widzieć na oczy. To nie tak, że czuł jakąś przytłaczająco winę z powodu torturowania tego bydlaka, jednak spotkania wolałby uniknąć. Uśmiechnął się na myśli o tym w jaki sposób oszukał wtedy swojego pana. Już jakiś czas służył pod dowództwem Czarnego Pana i nie chciał być przez niego używany bardziej niż już był, dlatego przełknął dwoją dumę. Torturując ojca ograniczył swoja nienawiść poprzez słabą jeszcze barierę Oklumencji, ale to była ona wystarczające by Cruciatus miał mało mocy. Voldemort był w jego głowie, wiedział jak nienawidzi Tobiasa i pragnie jego śmierci, skoro przy tak silnych uczuciach dopiero za trzecim razem zdołał rzucić porządne zaklęcie to musiał być naprawdę kiepskim czarodziejem. Kilku jego kolegów Śmierciorzerców było więcej niż zaskoczonych takimi kiepskim pokazem umiejętności, większość jednak nawet nie próbowała się zastawiać dlaczego nagle stał się tak słaby. Ci którzy nim gardzili po prostu tryumfowali z jego porażki. Jedynymi którzy mogli mieć jakieś podejrzenia byli Lucjusz, Regulus i może Evan Rosier, ale żaden z nich nie zgłosił swoich podejrzeń Mistrzowi.
Tak... Jego podstęp i Mistrzowskie umiejętności w warzeniu eliksirów naprawdę ocaliły jego dusze. Regulus nie miał tego szczęścia. Bardzo szybko w oczach młodego ślizgona można było dostrzec coraz więcej wątpliwości i rezygnacji, ale jakoś się trzymał. Wszystko jednak zmieniło się tamtego dnia... Czarny Pan na jednym ze spotkań zażądał aby jeden z jego sług oddał mu na usługi skrzata, Bellatrix zasugerowała skrzata Blacków. Regulus spełnił rozkaz Pana, a następnej nocy w jego kominku pojawiła się głowa śmiertelnie bladego chłopaka..
- Severus... Ja... Potrzebuję twojej pomocy, proszę... Stworek, on...
Snape szybko podbiegł do kominka i użył go aby znaleźć się Grimmund Place 12. Black zaprowadził do do jego sypialni gdzie w łóżku leżał bełkoczący i błagający o coś skrzat.
- Co się stało?
- Nie wiem... Mówił że kazał mu coś wypić.
Snape podbiegł do skrzata. Wiedział jak ten stwór był dla Regulusa ważny, został przez niego wychowany. Był młodszym synem, więc w pewnym sensie niepotrzebnym skoro to nie on miał zostać dziedzicem. Dlatego też nikt gdy był małym dzieckiem się nim nie zajmował oprócz tego jednego skrzata. Po bliższych oględzinach stanu Stworka, Severus zauważył na szacie kilka kropli substancji i od razu rozpoznał miksturę. Sam ją ważył jakiś czas temu, była to jedna z mikstur do których potrzeba było czystych rąk. Pewnego dnia Czarny Pan wezwał go do siebie na osobności co było wyjątkową rzadkością, wręczył mu do ręki tajemniczą formułę i spytał czy jest w stanie uwarzyć eliksir. Zapewnił Pana że jest i dostał składniki. Severus sam nigdy nie widział takiej inkarnacji, po składnikach dość łatwo rozpoznał iż była to wyjątkowo okrutna trucizna. Zabijała ofiarę bardzo długo, miała też właściwości halucynogenne. Chodziły legendy iż jeden ze składników miał właściwości podobne do Dementora i wywoływał najgorsze wspomnienia. Severus nie wiedział po co Czarnemu Panu ten eliksir, ale już od dawna tworzył antidotum do każdej trucizny którą uwarzył na jego rozkaz. Dlatego też od razu wrócił do swojego mieszkania po odpowiednia fiolkę i podał ją Stworkowi. W pewnym monecie skrzat zaczął oddychać spokojnie i zasnął. Snape próbował dowiedzieć się więcej od Regulusa ale wszystko wskazywało na to iż Black rzeczywiście nic nie wiedział o jego stanie, poza tym iż był z Czarnym Panem.
Gdy następnego dnia zostali wezwani, Voldemort z uśmiechem na ustach zapytał Regulusa o skrzata, a Black skłamał mówiąc iż nie żyje. Czarny Pan wydawał się być wyjątkowo zadowolony z odpowiedzi i przeszedł od spraw, podczas gdy Regulus patrzył na swego Mistrza z błyskiem determinacji w oczach.
Snape od początku czuł że coś jest nie tak, Ślizgon już dawno nie miał takiego wzroku i bez wątpienia planował coś bardzo głupiego. Gdy Voldemort ich odprawił próbował z nim porozmawiać, ale chłopak zdołał mu umknąć, a na kolejnym spotkaniu już go nie było. Severus dyskretnie wypytał o niego Narcyzy, ale ta zdawała się nic nie wiedzieć. Cholera, zapytał nawet szalonej Belli, przez co o mało
nie oberwał Cruciatusem.
Na sowy Ślizgon nie odpowiadał, kominek do rezydencji Blacków był zablokowany, a Severus się martwił. Następne spotkanie pojawiło się wyjątkowo niespodziewane a wezwani zostali na niego wszyscy. To był pierwszy raz gdy pojawili się tak licznie, Czarny Pan zazwyczaj był ostrożny i wzywał tylko tych których akurat potrzebował, w ten sposób nie znali w swoich tożsamości i w przypadku pojmania mogli powiedzieć mniej. Nie trzeba było być geniuszem aby wiedzieć że Czarnoksięznik był wściekły. Spotkanie zaczął Cruciatusami na tych którzy się spóźnili. Nie obchodziło go to iż byli na spotkaniach z których nie mogli wyjść wcześniej lub w miejscu z którego niemożna się teleportować. Gdy już skończył karać zaczął przemawiać:
- Moi drodzy wierni towarzysze – zaczął czym zapewne u niejednego z nich wywołałby atak śmiechu gdyby nie to, że za bardzo się bali. Towarzysze w końcu odnosi się do kogoś kto jest mi równy, a oni bez wątpienia nie byli traktowani jak towarzysze – zdradzono nas- syknął groźnie.
-Jedne z tych którego traktowaliśmy jak równego sobie, zdradził nas.
Severusa przeszedł dreszcz. Tylko jedna osoba była na tyle głupia, lub jak kto woli odważna, by zdradzić Czarnego Pana. Ze strachem zerknął na Malfoya który stał tuż bok niego, ale za białą maską nie był w stanie dostrzec żadnej reakcji.
- Zdrajcą był Regulus Black!
- Niemożliwe! - krzyknęła Belatrix.
- Crucio! - wrzasnął w odpowiedzi Czarny Pan – Czy oskarżasz mnie o kłamstwo? - zapytał groźnie gdy Belatrix przestała zwijać się z bólu na ziemi
- Przepraszam panie – odpowiedziała z pokorą
Czarny Pan podszedł do niej powoli i uniósł jej oczy ku niemu niemal pieszczotliwie. Severusa ogarnęły mdłości gdy Belatrix spojrzała na swojego oprawce z uwielbieniem w oczach. Jego przypuszczenia potwierdziły się: Ta suka była szalona. Snape skupił ponownie swój wzrok na postaci Czarnego Pana, czekał jeszcze na jedną informację. Musiał się dowiedzieć czy czarodziej wie gdzie jest Regulus. Jeśli nie, to miał jeszcze szanse żeby znaleźć go przed innymi śmierciożercami i pomóc mu się ukryć. Black był zdrajcą więc powinien jeszcze żyć, Voldemort nie odmówi sobie tej przyjemności ukarania go przy swoich sługusach. Facet kochał publikę i bez wątpienia będzie chciał zrobić z niego przykład. W końcu tak działał, rządził za pomocą strachu...
- Na szczęście nie musicie się już o to martwić – Severusa zalała fala strachu – Zdrajca jest martwy. Nikt kto mnie zdradził nie pozostanie żywy – syknął.
W pierwszej chwili nogi zaczęły się pod nim uginać, ustał prawdopodobnie jedynie dzięki swojej sile woli. Otępienie bardzo szybko zamieniło się w złość i nienawiść jakiej nie czuł nigdy, nie do Pottera, nie do Syriusza Blacka gdy próbował go zabić, nawet nie do ojca po tym jak matka popełniła samobójstwo. Gniew całkowicie go ogarnął, to że nieświadomie zaczął sięgać w kierunku różdżki zauważył dopiero gdy jego rękę powstrzymała chłodna dłoń Lucjusz Malfoya. Severus otrząsnął się i spojrzał w szare oczy starszego mężczyzny. Ku jego zaskoczeniu odnalazł w nich niepokój, i chyba właśnie to pozwoliło mu się otrząsnąć. Niestety zrobił to zbyt późno, Czarny Pan zauważył ich interakcję.
- Lucjusz, Severus... Czy jest coś co chcielibyście dodać? - zapytał z groźbą w głosie.
On jak on, ale nie mógł pozwolić na to żeby Lucjusz został ukarany po raz drugi tego samego dnia. Ochronił swój umysł tak silną tarczą jak tylko mógł, a cały gniew skierował na Regulusa. Ukłonił się przed obliczem Czarodzieja i powiedział głosem pełnym szacunku:
- Wybacz mi mój Panie – powiedział pokornie – to moja wina, wieść iż ktoś kogo miałem za przyjaciela zdradził Cię, obudziła we mnie ogromną złość, Lucjusz jedynie starał się ją powstrzymać bym nie śmiał przeszkadzać gdy zabierasz głos.
Gdy skończył mówić poczuł w swoim umyśle wtargnięcie Czarnoksiężnika. Voldemort nie zdawał sobie sprawy z jego znajomości Oklumencji więc nie szukał głęboko, zadowolił się uczuciami które odkrył wobec „zdrajcy”.
- Wybaczam ci, możesz wstać – odpowiedział chłodno i ponownie zwrócił się w kierunku wszystkich zgromadzonych, ale tego Severus już nie słuchał. Jedyną rzeczą którą robił to starał się powstrzymać swoje prawdziwe myśli za tarczą. Po spotkaniu Lucjusz powstrzymał go przed odejściem i teleportował się z nim do bram Malfoy Maron dworu. Severus posłusznie poszedł za nim do salonu:
- Zajmę się Tobą później, jak na razie muszę poinformować moją żonę że jej brat nie żyje i że od teraz musi nauczyć się go nienawidzić. Nie chciałbym musieć powiedzieć jej to samo o tobie – powiedział Lucjusz i odszedł.
Severus nie chciał teraz myśleć o jego słowach, musiałby uwolnić swój umysł i prawdziwe uczucia, a nie mógł się rozkleić w posiadłości Malfoyów. Był jednak jeszcze zbyt słabym Oklumentą aby utrzymać je w sobie dłużej, dlatego też ignorując polecenie przyjaciela wrócić do domu pozostawiając za sobą jedynie krótką notatke z przeprosinami.
Gdy pojawił się w swoim mieszkaniu pierwszą rzeczą która zrobił było popuszczenie barier Oklumencji. Jego umysł ponowie zalały silne uczucia gniewu, złości, niedowierzania, żalu i rozpaczy. Natłok emocji sprawił że magia zaczęła w nim buzować. Nie czuł się tak od czasu gdy miał pierwsze ataki przypadkowej magii jako naprawdę malutkie dziecko. Tuż obok Severus usłyszał trzask pękającego szkła gdy odwrócił się w tamtym kierunku zauważył popękany dzbanek z którego zaczęła wylewać się herbata. Następnej chwili podobne odgłosy zaczęły zalewać go ze wszystkich stron, jego magia całkowicie zaczęła wymykać się spod kontroli, a on sam czuł się jeszcze słabszy. Widział wokół już nie tylko pękające szkło, ale nawet meble i stare sprzęty, ostatnią rzeczą która pamięta zanim stracił przytomność była już tylko ciemność.
Samo wspomnienie o tym co zastał w mieszkaniu gdy obudził się następnego dnia napawa go szokiem. Całe jego ciało było zdrętwiałe i obolałe, ale choć czuł się fatalnie, to nie miał żadnych większych obrażeń. Jego dom było za to istnym szaleństwem, żaden mebel nie był w całości, nawet dach ledwo się trzymał. Wiedział co się z nim stało. Magiczne Dojrzewanie było procesem które przechodził każdy Czarodziej prędzej czy później. Dopiero po osiągnięciu tego poziomu czarodziej mógł uzyskać tytuł Głowy Rodu czy zająć miejsce w Wizengmotcie. Do objęcia wielu stanowisk w ministerstwie Czarodziej musiał przejść już magiczne dojrzewanie, a przynajmniej tak było zanim miały miejsce ataki śmierciożerców. Gdy Biuro Aurorów przestało sobie radzić zaczęto przyjmować na stanowisko aurora każdego kto przeszedł szkolenie, słyszał nawet że Potter i Black się dostali. Magicznemu dojrzewaniu bardzo często wywoływane jest silnymi emocjami, w szczególności jeśli miało ono miejsce gdy czarodziej był jeszcze stosunkowo młody. Istniało przekonanie iż silne emocje w pewnym sensie przyśpieszają ten proces. Oczywiście jeśli ktoś nie osiągał magicznego dojrzewania zbyt długo, prędzej czy później nawet zwolnienie z pracy, nieudany eliksir czy złamanie paznokcia mogły wywołać ten proces. Severus nie był więc zaskoczony samym dojrzewaniem, ale jednak zdziwił się tym jak wcześnie je przeszedł. Miał teraz trochę ponad 20 lat. A zdecydowana większość czarodziejów magiczne dojrzewanie osiąga gdzieś w okolicach lat 25. Bellatrix Lestrange swoje osiągnęła gdy miała 23 lata z czego była wyjątkowo dumna i podkreślała to wielokrotnie. Przestała dopiero gdy Lucjusz który zdaniem Severusa był wyjątkowo utalentowanym czarodziejem przechodził swoje dojrzewanie w wieku lat 22. Słyszał co prawda o radykalnych przypadkach gdy magiczne dojrzewanie pojawia się wcześniej lub później niż po ukończeniu 25 lat, ale zdarzał się to raczej rzadko. Chyba jednym z najsławniejszych przypadków był Albus Dumbledore które ponoć przeszedł magiczne dojrzewanie w wieku lat 16, to czy jest to prawda nikt nie wie gdyż sam dyrektor nigdy nie zaprzeczył ani nie zaprzeczył tej plotki. Przebudzenie należy zarejestrować w ministerstwie magii i sama myśl o tym sprawiała iż wpadał w panikę. Nie ważnie pod wpływem jak silnych emocji był, przebudzenie nie miałoby miejsca jeśli jego magia nie uznałaby iż jest on na nie gotowy. Tak więc tak wczesne przebudzenie było równoznaczne z byciem potężnym czarodziejem. Jeśli zgłosi swoje przebudzenie do odpowiedniego działu gdzie jak wiedział pracuje jeden ze Śmierciożerców, to prędzej czy później Czarny Pan się o tym dowie, a to miało być równoznaczne z odkryciem przez niego jego prawdziwego potencjału. Po czymś taki zapewne niedługo sam poszedłby w ślad za Regulusem. A jeśli Czarny Pan postanowi wcześniej zajrzeć do jego umysłu nie bacząc przy tym czy go uszkodzi, to bez wątpienia odkryje tarcze oklumencji. Zacznie szukać głębiej... Dowie się o tym jak Regulus przyszedł do niego, jak uratował skrzata, dowie się że Lucjusz wiedział iż ukrywa swój prawdziwy potencjał. Nie tylko on zostanie ukarany... Nie mógł zgłosić tego do ministerstwa. To nie tak że bał się śmierci. Prawda była taka iż miał niewiele do stracenia, w końcu stracił już niemalże wszystko co miał do stracenia. Stracił Lily na swoim piątym roku, stracił matkę, stracił swoją wolność gdy przyjął mroczny znak, stracił Regulusa...
Regulus... W tym wszystkim co miało miejsce niemalże zapomniał o starym przyjacielu. Nie chciał o nim myśleć, to nadal sprawiało mu potworny ból wiedział jednak iż nie będzie w stanie przestać o nim myśleć, dlatego skierował soją uwagę z uczuć na samo wydarzenie. Co mógł takiego zrobić aby Czarny Pan zabił go od razu? Cokolwiek to było bez wątpienia łączyło się w jakiś sposób ze Stworkiem. Regulus musiał dowiedzieć się od niego czegoś co skłoniło go do zdrady.
Jego rozważania przerwane zostały przerwane przez szarego puchacza który wylądował na jednym z połamanych krzeseł. Początkowo myślał, że to list od Malfoya, który bez wątpienia był bardzo zdenerwowany jego zniknięciem wczorajszego wieczora. Mylił się jednak, gruba koperta bez wątpienia miała na sobie ogromny herb Gringotta.
Dawno nie przeżył takiego szoku. W liście znalazły się informację iż teraz gdy osiągnął Przejście jest oficjalnie uznany prze Bank Gringotta za dziedzica rodu Prince i musi zgłosić się do Banku z powodu przyjęcia dziedzictwa.
Sama wizytę w Gringottcie Severus pamięta jak przez mgłę. Gobliny były wyjątkowo oburzone gdy powiedział im iż przez cały czas myślał iż podobnie jak matka został wydziedziczony przez dziadków. Goblin z którym rozmawiał zarzekał się iż na swoje 13 urodziny został do niego dostarczony list, gdy sprawdził dokumentacje odkrył oszustwo matki.
Po nieoczekiwanych wydarzeniach z ostatnich dni pojawiło się dla niego okres ogromnego spokoju trwającego 10 miesięcy. Mechanicznie i bez jakiejkolwiek ekscytacji kontynuował swoją pracę zdobycia mistrzostwa eliksirów pod okiem mistrza Bellryego który zdaniem Severusa był gorszy od niego samego. Czarny Pan rzadko go wzywał zazwyczaj dostała instrukcje od Lucjusza lub Bellatrix a gdy już stał przed obliczem Pana to trzymał swoje uczucia za coraz silniejszymi murami Oklumencji. Cierpienie po stracie Regulusa zostawiał tylko dla siebie i tych momentów kiedy był sam na sam z Narcyzą która znosiła podobny ból. Postanowił nie zostawać w Spiders End's i przenieść się do rezydencji Princów w Wielkiej Brytanii, w końcu już w wieku 13 lat miał prawo w niej mieszkać. Wszystkim zainteresowanym po prostu wyjaśnił iż matka ukryła przed nim informację o dziedziczeniu, a o Dojrzewaniu Magicznym nikomu nie wspomniał.
10 miesięcy od zaginięcia Regulusa Czarny Pan miał dla niego kolejne zadanie. Wysłał go z powrotem do Hogwartu. Oszalał, kompletnie oszalał... Chciał żeby został nowym nauczycielem OPCM i szpiegował dla niego Dumbledore. Tak jakby dyrektor był tak głupi i uwierzył w jego dobre chęci. Nawet jeśli starzec nie miał żadnych dowodów dotyczących jego przynależności do śmierciorzerców to bez wątpienia miał swoje podejrzenia. Ale co miał zrobić, odmówić? Poszedł i dostał kategoryczną odmowę. Dumbledore nawet nie był zainteresowany jego kandydaturą. Bo dlaczego by miał? Nie miał żadnych uprawnień poza samymi sumami z tej dziedziny, szkolił się przecież w eliksirach. Dyrektor nie musiał nawet znajdować żadnego innego powodu by odrzucić jego kandydaturę. Spodziewał się tego, ale bał się, naprawdę bał się zanieść te wieści do Czarnego Pana. Postanowił więc choć trochę załagodzić jego złość jakimiś innymi przydatnymi informacjami dlatego też śledził starca.
Całkiem zaskoczony zauważył jak Dyrektor Hogwartu wchodzi do Świńskiego Łba. Nie było to miejsce w którym spodziewałby się spotkać kogoś takiego jak on więc był więcej niż rozczarowany gdy rozpoczął rozmowę kwalifikacyjna z kobietą która wydawała się być wyjątkowo szurnięta. I wtedy kobieta nagle zmieniła głos i zaczęła mówić:
„Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca... A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna..."
Skupiony na słowach nie zauważył jak podszedł do niego stary barman, cudem udało mu się zbiec z miejsca bez spotkania oko z oko z Dumbledorem i zapewne aurorami. Nie był jednak przerażony czy zdenerwowany, jedyne co czuł to zawód iż nie usłyszał całości przepowiedni. Wiedział iż nie może zdradzić tej informacji, on sam nie wierzył w przepowiednie, ale dla Czarnego Pana miały one ogromne znaczenie. Gdyby zdradził jej treść jakieś dziecko znalazłoby się w niebezpieczeństwie. Nie był niewinnym i dobrym człowiekiem, ale nie chciał dla żadnego dziecka takiego losu, dlatego też postanowił nie wyjawiać informacji które zdobył i z myślą o przyjęciu kary udał się do aktualnej siedziby Czarnego Pana która mieściła się w domu Rudolfa i Bellatrix Lestrange. Przy wejściu do sali zatrzymał go Rudolf:
- Snape, nie powinieneś tam teraz wchodzić.
- Dlaczego?
- Jest w fatalnym humorze, Lucjusz jest karany.
- Za co? - zapytał wstrząśnięty.
Lucjusz był osobą reprezentacyjną i przyciągał do niego inne wysoko postawione rody, miał też ogromne wpływy w ministerstwie, więc nie mógł pozwolić na to by był zbyt uszkodzony. Czarny Pan nigdy nie karał go chyba że był wyjątku zły.
- Nie jestem pewien, z tego co Czarny Pan mówił już od jakiegoś czasu wszystkie misje które zleca Malfoyowi nie wychodzą. Jest tak zły że nie zdziwiłbym się gdyby trwale okaleczył mu tą jego piękna buźkę... O ile nie masz dla niego dobrych wieści lepiej nie pokazuj mu się no oczy – po czym odszedł.
Severus stał jeszcze przez chwilę z ręką na klamce, wiedział iż jest tylko jeden sposób na to by odwrócić uwagę od klęski Lucjusza i pozostać przy tym żywym. Z jakiegoś powodu czuł ze pewnego dnia będzie tego żałował, ale teraz podjął decyzję. Otworzył drzwi z wielki hukiem, opadł na kolana i zawołał:
- Panie, mam dla ciebie wieści.
- Obyś przerywał mi z ważnego powodu.
-Panie, musisz zobaczyć to sam – powiedział po czym za pomocą różdżki wyciągnął z umysłu wspomnienie ze Świńskiego Łba, w taki sposób aby zdradzić jedynie część przepowiedni.
Czarny pan wyraźnie zainteresował się tym co ma do pokazania. Odebrał od niego fiolkę i podszedł do myśloodsiewni która stałą nieopodal i zanurzył się w jego wspomnieniach. Severus wykorzystał ten moment aby zerknąć na Malfoya. Lucjusz leżał na zimnej kamiennej posadzce i drżał. Całe jego szaty i nawet platynowe włosy były zakrwawione, nawet nie miał na sobie maski. Severus nie był nawet pewien czy jest przytomny.
Po chwili Voldemort wynurzył się z myśloodsiewni, jego twarz była nieczytelna. Spojrzał mu w oczy i powiedział
- Dobrze się spisałeś, choć sądzę iż teraz Dumbledore cię nie zatrudni i będę musiał znaleźć innego szpiega... Powinieneś jednak zostać dłużej... A teraz wynoście się, muszę chwile pomyśleć – krzyknął do zebranych – i zabierzcie jego – syknął.
Severus tylko na to czekał. Podbiegł do bezwładnego ciała Lucjusza Malfoya i podniósł go do góry. Nie mógł pozwolić na to by ktoś użył na nim teraz zaklęcia lewitacji, w tym stanie mogło to mieć bardzo poważne skutki. Gdy zamknęły się za nim drzwi położył Lucjusza na najbliższym skrawku dywanu i zaczął oglądać jego rany. Od razu podał mu eliksir uzupełniający krew, eliksir zapobiegający zakażeniu oraz własnej roboty eliksir usuwający skutki pocruciatosowe.
- Przeżyję? - zapytała obojętnie Bellatrix.
- Tak, ale ktoś musi mu niezwłocznie opatrzyć rany. Zabiorę go do Narcyzy, ona zawsze była w tym lepsza niż ja.
- Potrzebujesz pomocy? - zapytała
-Nie, zajmę się tym sam – odpowiedział – ale wolałbym uniknąć teleportacji, jeśli mogłabyś użyczyć mi kominka...
- Rób co chcesz – powiedziała i odeszła zostawiając szwagra pod jego opieką.
Gdy dotarł do Malfoy Manor Narcyza z przerażeniem w oczach zapytało go tylko o to czy Lucjusz żyję. Gdy potwierdził od razu zajęła się ranami męża. Mycie, leczenie skaleczeń, nakładanie maści, zakładanie opatrunków, ze wszystkim zeszło im 4 godziny.
Kolejnym istotnym wydarzeniem w jego życiu był dzień w którym naprawdę zaczął żałować swojej decyzji wyjawienia przepowiedni Czarnemu Panu. Nie żałował oczywiście tego co zrobił dla Lucjusza, ale wyjawienia samej przepowiedni. Dzień w którym Czarny Pan wyjawił mu kto miał być jego celem. Były dwie potencjalne rodziny w których urodził się chłopiec spełniający warunki, Longbotomowie i Potterowie. Lily... Dziecko Lily...
Snape nadal doskonale pamięta moment w którym dotarło do niego iż osobiści skazał na śmierć piękną, dobrą i niewinną rudowłosą Lily. Jego Lily... Jego pierwszy i prawdopodobnie najlepszy przyjaciel, jego radość życia, osoba dzięki której był wstanie przetrwać nawet najgorsze czasy z ojcem. Nie wytrzymał, nie myśląc nawet opadł na kolana i zaczął błagać. Czarny Pan wpadł we wściekłość... Więc znowu użył nienawiści jako broni. Powiedział mu iż chce ją dla siebie jako nagrodę, jako osobista zemstę na Potterze który zrujnował mu życie. Czarny Pan zaczął się śmiać, spodobało mu się to co usłyszał, podczas gdy jemu samemu chciało się wymiotować. Voldemort zgodził się ją oszczędzić jako nagrodę za jego wierną służbę.
Nigdy nawet przez chwilę nie wierzył iż Czarny Pan może ją oszczędzić. To mogłoby się udać gdyby Lily siedziała cicho i milczała gdy czarodziej zabija jej rodzinę, ale on znał ją lepiej. Wiedział że będzie walczyć w obronie tych których kocha nawet jeśli odrąbie się jej kończyny i wyłupie oczy. Nigdy się nie podda, jedyną rzeczą którą mógł zrobić teraz to ostrzec ją. Więc poszedł do jedynej osoby do której jak poprzysiągł sobie nigdy nie pójdzie prosić o pomoc. Poszedł do Dumbledore.
Nadal czuje uczucie upokorzenia które czuł gdy padł przed nim na kolana błagając o ochronę dla Lily. Nic nawet klękanie przed Czarnym Panem nie mogło się z tym równać. Severus nigdy nie miał złudzeń co do tego iż dla Voldemorta będzie kimś ważnym, był półkrwi zgodnie z ideologią którą głosili Śmierciożercy był gorszy odkąd został poczęty przez mugola. Jednak dla Dumbledore nie powinno mieć to znaczenia, to z jakiej rodziny pochodził czy w jakim domu był, a jednak miało znaczenie. Dumbledore wybrał Blacka i Lupina zamiast jego. Powinien się spodziewać tego biorąc pod uwagę iż nigdy nie próbował powstrzymać Huncwotów przed dręczeniem go, ale tamtego dnia naprawdę go to zabolało. I dlatego poprzysiągł sobie iż nigdy cokolwiek się stanie nie ulegnie temu czarodziejowi. Ale jakie znaczenie miała jego duma jeśli z grę wchodziło życie Lily? Żadne. Prawdopodobnie właśnie dlatego ostatecznie Dumbledore mu uwierzył i zaufał. W ten sposób został szpiegiem i nieoficjalnym Członkiem Zakonu Feniksa walczącego przeciwko Mrocznemu Czarodziejowi. Wiedział iż postąpił słusznie. Dzięki jego informacją kilku śmierciorzerców zostało złapanych, uważał jednak by nie narazić na niebezpieczeństwo Malfoya. Oprócz informacji zaczął też robić mikstury lecznicze dla Zakonu w tym postcruiatus, który nie był jeszcze znany przez nikogo poza pojedynczymi Śmierciożercami. Gdy w wieku 22 lat zdobył tytuł Mistrzostwa z dziedziny eliksirów Dumbledore zaproponował mu stanowisko w Hogwarcie jako Mistrz Eliksirów. Severus długo zastanawiał się nad tym jak to wykorzystać, w końcu postanowił powiedzieć Czarnemu Panu prawdę, a przynajmniej jej część. Gdy po Czarodziejskim świecie rozeszła się pogłoska iż Sam-Wiesz-Kto poluje na Potterów postanowił zasugerować swemu Panu plan. Opowiedział mu o jego początkowej przyjaźni z Lily Potter i tym jak może jej użyć by podawać fałszywe informacje Dumbledorowi. I w ten sposób za błogosławieństwem zarówno Czarnego Pana jak i Dyrektora zaczął prace podwójnego agenta. Dumbledore nigdy nie powiedział mu gdzie ukryci i jak ukryci zostali Potterowie, ale fakt iż Czarny Pan nie mógł ich znaleźć był dla niego wystarczający. I wtedy wszystko zaczęło się walić... Informacje które dostarczał przestały być użyteczne, Czarny Pan zaczął przewidywać ruchy zakonu i świętował, świętował gdyż był pewien iż niedługo dostanie Potterów. Miał innego szpiega. Próbował mówić o tym z Dumbledore, ale on tylko powtarzał, że Potterowie są bezpieczni i proponował mu te jego cholerne cytrynowe dropsy. Podczas jednej z takich sprzeczek Severus zrozumiał, że starzec nawet nie bierze pod uwagę tego że Voldemorta pokona ktoś inny niż dziecko Potterów. On sam zamierzał tylko powstrzymywać go przed zabiciem bachora i czekać... Na co? Aż Czarnoksiężnik opanuje świat, czy może aż odnajdzie Lily? Obie możliwości były dla niego nie do przyjęcia, ale nie mógł zrobić nic. Mniej więcej w tym czasie trafił w jednym ze skarbców rodzinnych na bardzo starą szkatułkę. Zostały na niej wyryte runy które sugerowały iż aby ją otworzyć potrzebna jest krew Głowy rodu Prince lub dziedzica. Zaciekawiony zabrał skrytkę ze sobą. W środku znalazł dwie rzeczy, jedną był time-turner, a drugą stary pamiętnik. W pamiętniku opisana była nieprawdopodobna historia. Zaczynała się od szalonej teorii niejakiego Marcusa Breya który uważał iż po cofnięciu się w czasie o zbyt dużą ilość okrążeń ciało czarodzieja rozpada się, jednak jako iż dusza jest nieśmiertelna przeniesie się ona w przeszłość. Jako iż dusza straciła ciało będzie ona szukać innego ciała które ma jak najbardziej odpowiednia dla niej sygnaturę magiczną, czyli ciała młodszego ja przenoszącego i to w nim osiądzie. Teoria nie wyjaśniała jednak co się stanie później. Na kolejnych stronach Severus zapoznał się z niesamowitymi perypetiami Johnatana Prince który ponoć przetestował tą teorię. Opisał najpierw swoje pierwsze życie które było raczej pasmem nieszczęść i porażek a później przetestowanie teorii, powrót do ciała swojego młodszego ja i drugie życie.
Zarówno teoria jak i historia były więcej niż nieprawdopodobne a mimo to Severus z jakiegoś powodu uwierzył swojemu przodkowi. Sam pomysł aby posunąć się do cofnięcia w czasie, aby naprawić swoje błędy był dla niego wyjątkowo kuszący, ale nie potrafił się na zdobyć na ten krok. Wszystko jednak zmieniło się trzy lata po śmierci Regulusa i właśnie to doprowadziło go do dzisiejszej sytuacji. Dostał on list z Gringotta w którym Goblin zajmujący się majątkiem rodu Black wyjaśnił iż jako że nigdy nie znaleziono ciała Regulusa Blacka otwarcie jego testamentu zostało zgodnie z przepisami odczytane trzy lata od ostatniego pojawienia się jego sygnatury magicznej. W testamencie Regulus miał osobistą prośbę do Goblinów w której poprosił aby dostarczyły one kilku wybranym osobą list, on sam był jedną z nich.
W liście Regulus na pierwszym miejscy przeprosił go za podejmowanie tak nieprzemyślanych i Gryfońskich czynów. Napisał również iż odkrył sekret Czarnego Pana. Zgodnie z tym co pisał Lord Voldemort nie był już człowiekiem. Użył magii by podzielić swoją duszę i uzyskać tym samym nieśmiertelność, użył magii by stworzyć horkruksy. Severus słyszał nich choć tak naprawdę nie wiedział nic poza faktem iż to magia najczarniejsza z czarnych i całkowicie zakazana. Regulus wyjaśnił mu na czym polega ich istnienie i że dla czarodzieja może kończyć się nawet szaleństwem. Wyjaśnił swoją decyzję iż mógł mu służyć tak długo jak wierzył że robi to dla czarodziejskiego świata, nie potrafi jednak zaakceptować iż jest po prosu marionetką szaleńca. Napisał iż o wszystkim dowiedział się od Stworka jak i to iż Voldemort stworzył więcej niż jeden Horkruks. Wyjaśnił swoje zamiary zniszczenia artefaktu i w nadziei iż dzięki swoim działaniom choć trochę pomoże w jego zniszczeniu.
Po przeczytaniu tej wiadomości Severus pozbył się jakichkolwiek złudzeń. Voldemort był nieśmiertelny, a Dumbledore stary. Cokolwiek dyrektor zrobi nie będzie wstanie powstrzymać Czarnego Pana przed zabiciem Lily i jej dziecka. Dumbledore nie miał czasu, a Voldemort miał cały czas świata. Oczywiście można by spróbować odnaleźć Horkruksy. Zgodnie z tym co napisał Regulus nie były to zwykłe przedmioty codziennego użytku, tym który odnalazł stworek miał być Medalion samego Salazara Slytherina, biorąc pod uwagę jak Czarny Pan kochał symbolikę inne Horkruksy tez musiały mieć dla niego znaczenie. Tak samo ja miejsca w których je zostawił. Jednak szukanie wszystkich mogło trwać latami, a on nie miał tyle czasu. Lily nie miała tyle czasu. To właśnie wtedy podjął decyzję. Skrupulatnie zebrał informacje które mogą mu się przydać i wybrał czas w którym najlepiej z jednej strony będzie miał jak najwięcej czasu, a z innej będzie mógł coś zrobić mimo zbyt młodego wieku. Mógł mieć teraz nadzieje iż podjął właściwą decyzję i że udało mu się kupić wystarczająca ilość czasu zanim Czarny Pan zniszczy życie osób o które się troszczy.
Westchnął głęboko i wyszedł z magicznego autobusu na Ulicę Pokatną.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz